czwartek, 28 października 2010

Koniec tygodnia się zbliża...

A mnie dopadł kompletny leń jeśli chodzi o gotowanie.. Dziś będzie niezdrowy dzień, obiad pewnie w postaci frytek z sojonezem albo coś w tym rodzaju.. I nie będzie zdjęć pyszności, które udaje mi się czasem wyprodukować. Natomiast mogę zamieścić przepis na gulasz warzywny z soczewicą, w miejsce której używam cieciorki. Jakoś soczewica mi do końca nie podchodzi. Gulasz jest pyszny i nawet moja mamita , która uważa, że przechodząc na weganizm pozbawiłam się ostatecznie drugiej, po seksie, przyjemności w życiu, uważa że to coś godnego docenienia i polecenia ;) Oto przepis:

25 dag cieciorki
6 ziemniaków (w przepisie 2 ale jestem kartoflarą i ładuję ich wszędzie dużo)
1 cukinia
1 por
1/4 selera
1 cebula
2 ząbki czochu
puszka zielonego groszku (mój wymysł, w przepisie nie było)
pietruszka
sok z cytryny
625 ml wody (ja zrezygnowałam i użyłam puszki pomidorów pelati)
ilowa z oliwek
sól
pieprz
mleko kokosowe do zabielenia (niekoniecznie- to mój wymysł)

Cieciorę wypłukać i namaczać przez 24 godziny. Następnego dnia odcedzić zalać wodą i gotować do miękkości (ja potem odlałam i zalałam zmiksowanymi pomidorami). Ziemniaki pokroić w kostkę i ugotować, por pokroić w plasterki  i też obgotować, cukinie ugotować na półtwardo ze skórą. Dodać wszystkie warzywa do ziemniaków z pomidorami. Usmażyć cebulkę i czosnek na oliwie i dodać do mieszanki warzyw. Doprawić sokiem z cytryny, solą, pieprzem i jeśli ktoś chce mlekiem koko. Potrawa naprawdę pyszna i syta. Podawać z chlebkiem albo sojowymi kotletami :)

A dziś zdjęcie domowego szkodnika, który zwie się Zula. Zula to posokowiec hanowerski, została wykupiona z pseudohodowli (ma 3 lata a sutki wyciągnięte prawie do podłogi ;/ ) przez pana leśniczego, który stwierdził, że przysposobi ją sobie do sfory bo był również myśliwym (tfu !!). Okazało się, że Zula nie umie być psem myśliwskim, boi się strzałów i innych psów. Leśniczy stwierdził, że będzie ją trzymał w takim razie na łańcuchu przy budzie. Tam inne psy ciągle ją gryzły (ma odgryzione kawałki obu uszu, zmiażdżony jeden palec, wyrwany paznokieć, a jej zadek jest cały w cętkach blizn, wygląda jak worek treningowy dla pitbulli) i okazało się, że psem stróżującym jest też słabym. Pan leśniczy postanowił, że pozbędzie się Zuli bo jak powiedział swojej córce „taki pies co nic nie umie a żre nie jest mu potrzebny a on naboi ma pod dostatkiem”. Córka pana leśniczego ma dobre serce więc następnego dnia ukradła Zulę i uciekła do akademika zabierając psa ze sobą. I tak Zula trafiła do nas. W dniu jak ją zabraliśmy była w tragicznym stanie, zastanawialiśmy się czy w ogóle przeżyje. Ten pies nie umiał nawet schodzić po schodach, nie wiedziała jak to robić, trzeba było ją uczyć łapa po łapie. Mamy ją od kwietnia i już zrozumiała wiele rzeczy, już wie że człowiek ją kocha i nie chce zrobić jej krzywdy. Jest cudownym psem i jestesmy zakochani w niej po uszy. A tak wyglądała Zula pierwszego dnia. Uwierzcie, że zdjęcie nie pokazuje jej okropnego stanu w całości.


3 komentarze:

  1. Co jest tą drugą przyjemnością? Ser czy jogurt?:D Chociaż faktycznie, jeżeli miała na myśli torty z kremem i bitą śmietaną to mogła mieć trochę racji...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, Twój blog jest fajny, skontaktuj się z nami na info@empatia.pl, chcielibyśmy o coś zapytać. Dzięki! :-)

    OdpowiedzUsuń