sobota, 25 grudnia 2010

Wegilijnie.

Wegilia minęła-całe szczęście. Od kilku lat czekam na święta jak na ścięcie i tylko czekam, żeby minęły. Nie jestem specjalnie rodzinną osobą a w mojej rodzinie Wigilia tradycyjnie co roku jest na około 20 osób.. Więc sami widzicie jaka to dla mnie trauma. Dzielenie się opłatkiem z ludźmi, których ledwo znam i którzy przy zdawkowym cmoknięciu w policzek krzywią się bo nie wiedzą gdzie cmoknąć, żeby nie trafić na kolczyki.. I kolejna prawidłowość jaka występuje od kilku lat: życzenia, które są mi składane są tak naprawdę ich życzeniami wobec mojej osoby. Co roku słyszę te same: „żebyś zmądrzała, żebyś powyjmowała to żelastwo z twarzy, żebyś przestała w końcu się tatuować bo się tylko oszpecasz, żebyś w końcu obroniła magistra na poważnej uczelni a nie bawiła się w szkołę fotograficzną, żebyś przestała wydziwiać i zaczęła jeść mięso i w końcu wzięła ślub, żeby wszystko było zgodnie z Bogiem”.. To są autentyki cytatów z mojej rodziny.. Oczywiście nie jest tak tragicznie ze wszystkich stron. Bardziej tolerancyjne i młodsze kuzynostwo zawsze mi dobrze życzy i to tego czego ja bym chciała ;) A synowie mojego kuzyna to już w ogóle w dechę dzieciaki, 11 latek i 7 latek. Lubią ciocię bo ciotka taka kolorowa i błyszcząca i zawsze ubierze się jak wariatka na odpust w momencie gdy wszyscy występują w garniturach i sukniach :D Co do jedzenia- musiałam przynieść swoje bo w tym roku nawet pierogi były okraszone toną masła a sałatki były z majonezem lub śmietaną. Tylko barszcz z uszkami był pure vegan. Trochę mnie wkurzały spojrzenia pełne politowania albo wzrok a’la „zobaczyłem właśnie zdechłego szczura” gdy wyciągałam soję w zalewie octowej a’la śledź  i gdy okazało się, że moja sałatka jarzynowa jest z sojonezem. Ciocia sobie zażyczyła, żebym ją poczęstowała ale poszła z talerzem do kuchni informując po drodze zebranych „ja sobie idę dołożyć majonez bo ta jest z sojowym majonezem czyli tak jakby była z niczym”. Nienawidzę takich uwag i jakoś nie pałam specjalną miłością do mojej rodziny, która zachowuje się jakby byli z ultraarystokracji.. Ale dość już narzekania. Wczoraj przeżyłam minizawał serca. Wstałam rano z chęcią przygotowania tofurnika z przepisu Ilovetofu. Przygotowałam masę ciastkową, masę orzechową i odpakowałam 3 kostki tofu.. W tym momencie po kuchni rozszedł się najgorszy smród jaki kiedykolwiek w życiu poczułam. Okazało się, że jedna z 3 kostek jest zgniła. NAPRAWDĘ w życiu nie czułam bardziej przerażającego smrodu. Prawie się poryczałam ze złości, że nie zrobię wymarzonego tofurnika. Ale od czego są mamy. Mama proadziła, żeby zrobiła z tego co mam w mniejszej foremce. Tak więc tofurnik jest. Jest rewelacyjny !!! Słodka masa serowa wspaniale komponuje się ze słoną masą orzechową. Bardzo ciekawe połączenie smaków. Wygląd może taki sobie ale smak...



A dzisiejsze śniadanie było typowo świąteczne. Sałatka jarzynowa, moja ukochana z sojonezem, wędlina sojowa i pasztet sojowy. I odrobina wegańskiego sosu czosnkowego. Pyyyyycha :)


wtorek, 21 grudnia 2010

Ciastkowo.

Święta się zbliżają, czasu coraz mniej, spraw do załatwienia coraz więcej, doba powinna trwać 48 godzin.. Zakupy, sprzątanie, gotowanie.. Mojego kochanego nie widziałam już z tydzień, szczurów tak samo :( A jeszcze tyle przede mną.. Lista potraw wigilijnych pełna, jak wyrobię się z czasem to będzie 12 :) Świąt w ogóle nie przeżywam, mogłyby dla mnie nie istnieć. Zobaczymy czy coś wykreślę z listy potraw, zobaczymy jak będzie z czasem ale na dzień dzisiejszy lista wygląda następująco:

  • sernik z tofu z masłem orzechowym
  • sałatka jarzynowa z sojonezem
  • wegański sos tatarski
  • śledzie sojowe w zalewie octowej
  • wędliny sojowe
  • parówki sojowe pieczone w piwie
  • hamburgery sojowe
  • barszcz z tortelini nadziewanych tofu
  • pasztet sojowy 
  • pierogi z kapustą i grzybami
  • wegańskie pralinki czekoladowe
  • sałatka ryżowa z kukurydzą i sojonezem

Ostatnio zrobiłam wegańską wersję moich ulubionych ciasteczek bez pieczenia. Zawsze robię je z płatków owsianych ale tym razem miałam paczkę ryżu dmuchanego w zanadrzu więc zamieniłam. Tylko nie wiem co się dzieje ostatnio z tymi ciastkami.. Kiedyś jak robiłam to masa po wymieszaniu była zwarta, dokładnie oklejała płatki i zastygała w ciastka.. Teraz jest jak widać na zdjęciu.. Masa spływa i ciastka w ogóle nie trzymają się kupy.. ale i tak są pyszne nawet jako bezkształtna breja :D Oto przepis:

  • 1/3 szklanki mleka sojowego
  • 125 gramów margaryny roślinnej
  • szklanka cukru
  • 5 łyżek dobrego gatunkowo kakao (to bardzo ważne)
  • płatki owsiane lub ryż dmuchany

Mleko delikatnie podgrzewamy z margaryną, jak tylko się rozpuści dodajemy cukier i kakao. Dokładnie mieszamy i wsypujemy ryż/ płatki. Mieszamy dokładnie i dwoma łyżkami formujemy ciastka i zostawiamy do stężenia. Moje ciastka niestety spływały i rozpadały się:





No i generalnie chyba nie do końca dobra wiadomość: postanowiłam iść do dietetyka... Nie mieszczę się w spodnie i coraz gorzej mi z samą sobą.. W tym wypadku nie wiem czy jest sens prowadzić tego bloga skoro nie będę już gotować wymyślnych potraw tylko jeść sucharki i sałatę na śniadanie i kolację.. Chyba, że dojrzymy plusy sytuacji.. Wizyta u dietetyka jest droga i nie każdy ma na nią czas i kasę.. Ja mogę przepisywać menu, które mi ułoży dietetyk i ktoś kto będzie się chciał wegańsko odchudzić zrobi to dzięki mojemu blogowi.. A ja będę robiła taką fotorelację  „chudnięcie na bieżąco”. Sama nie wiem. Szkoda mi zamykać bloga.

sobota, 18 grudnia 2010

Po długim milczeniu.

Witam po baaaardzo długiej przerwie. Niestety nie miałam przez ponad 2 tygodnie dostepu do komputera bo przeszedł on poważną awarię i naprawa pochłonęła ogromne pieniądze i bardzo dużo czasu.. Przeżyłam kilka mini zawałów serca bo miałam najczarniejsze wizje, w których to bezpowrotnie traciłam całą zawartość dysku, w tym blisko 3 tysiące zdjęć- efekt prawie dwuletniego fotografowania. A wiele z tych zdjęć będzie zdjęciami dyplomowymi do mojej szkoły.. Tak więc wizja utracenia tego wszystkie napawała mnie tak ogromnym przerażeniem, że pierwszą noc po śmierci kompa prawie nie spałam. Tyle razy sobie już obiecywałam, że kupię sobie jakiegoś sporego pendrivea i zawsze kończyło się na obietnicach. Ale tym razem stwierdziłam, że czas najwyższy. Udałam się do sklepu i kupiłam na spółkę z Tżem dysk zewnętrzny 650 GB. Lubię czasem zrobić sobie taki prezent ;) Ale teraz już mogę spać spokojnie. W razie czego mam wszystko na dysku.
Wracając do przepisów- chodził ostatnio za mną tofurnik czyli sernik z tofu. Przepis znalazłam na forum Empatii. Wydał mi się wart wypróbowania. Szkoda tylko, że w przepisie nie ma podanej dokładnej ilości cukru.. Ja dałam za mało i mój tofurnik był zbyt mdły. Nie bójcie się dodawać cukru i próbujcie masę tofurnikową zanim wstawicie ją do piekarnika. A oto przepis:

  • 4 kostki tofu naturalnego
  • szklanka ugotowanej na mleku sojowym kaszy mannej
  • 2 banany
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki oleju
  • cukier (sporo!!!)
  • wegańska polewa czekoladowa
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • kilka suszonych moreli
  • wedle uznania: orzechy, rodzynki, skórka pomarańczowa itp.
  • gotowe wegańskie ciastka jako spód


Miksujemy tofu z bananami i ugotowaną kaszą (ja ugotowałam na gęsto ale nie wiem czy był to dobry pomysł). Smarujemy formę odrobiną oleju, żeby tofurnik się nie przykleił na amen. Spód formy możemy wyłożyć gotowymi ciastkami jednak nie jest to konieczne, bez ciach też będzie pyszny. Do zmiksowanej masy dodać rodzynki, orzechy, suszone morele i połamaną na drobne kawałeczki czekoladę i dokładnie wymieszać. Przełożyć masę do formy i piec 20-30 min. w piekarniku nagrzanym do około 200 stopni. Polewę rozpuszczamy zgodnie z instrukcją na opakowaniu i nakładamy na przestudzony tofurnik. Dekorujemy dowolnie. Ja posypałam cukrowymi perełkami a boki obsypałam zmiażdżonymi orzechami i ciasteczkami. Był naprawdę rewelacyjnie pyszny !! Na święta zrobię znowu ale według przepisu z bloga Ilovetofu. 
P.S. Czy ktoś może mi podać linka do wątku (chyba z forum Empatii.. ) gdzie sa mniej lub bardziej zabawne reklamy i obrazki dotyczące weganizmu i wegetarianizmu?? Będę wdzięczna :) 



sobota, 4 grudnia 2010

Ciasto, niestety nie w miasto.

Tak jak obiecałam chwalę się moim pierwszym w życiu wegańskim ciastem. Przepis jest poskładany z kilku innych i tak naprawdę do końca nie wierzyłam, że mi się uda. Szczególnie jak zaczęłam miksować składniki i okazało się, że ciasto jest konsystencji gipsu i mikser odmówił dalszego miksowania i zatrzymał się w gęstym cieście :] Jednak po upieczeniu zasmakowało nawet mojej mamie. Było przyjemnie mokre w środku i naprawdę pyszne :) Mogę uczciwie powiedzieć, że mi się udało. Podaję przepis:

-         4 dojrzałe banany
-         3/4 szklanki cukru
-         1,5 szklanki mąki pszennej
-         1 łyżeczka sody
-         1 łyżeczka proszku do pieczenia
-         szczypta soli
-         1/3 szklanki oleju lub oliwy
-         kilka łyżek rozpuszczalnego kakaa (takiego a la Nesquick)
-         tabliczka gorzkiej czekolady
-         opcjonalnie- lukier, posypka, wegańska polewa czy co tam chcecie : )

Banany miksujemy z cukrem i dodajemy tą papkę do mąki wymieszanej z sodą, proszkiem, solą i oliwą oraz połamaną na kawałeczki czekoladą gorzką. Miksujemy i jak masa będzie miała odpowiednią konsystencję wlewamy do foremki i pieczemy póki nie będzie odpowiednio wypieczone (sprawdzamy patyczkiem). U mnie zajęło to ponad godzinę ;/ Po ostygnięciu przekroiłam na pół i posmarowałam dżemem truskawkowym. Pycha !!




Teraz przygotowuję się do wyprodukowania Tofurnika polecanego na forum Empatii. Chciałam go dziś zrobić, tata wrócił z morza i bardzo lubi serniki więc chciałam, żeby spróbował alternatywy dla twarogowego ciasta. Niestety śmierdząca Alma wypstrykała się z tofu i nie było ani jednej kostki : ( Nie kupiłam więc nic natomiast pan ochroniarz, stary grzyb, zatrzymał mnie bo według niego nakradłam w sklepie ;/ Zrobiłam awanturę bo naprawdę zirytowało mnie takie chore podejrzenie.. Zauważyłam, że wielu ludzi patrzy na mnie podejrzliwie ze względu na mój wygląd i to jak wyrażam siebie i swoje poglądy poprzez swój imidż.. Cóż, miałam sporą satysfakcję udowadniając ochroniarzowi, że popełnił gafę :] Jutro ponownie zwizytuję Almę w poszukiwaniu tofu i mam nadzieję, że będę mogła zrobić tofurnik bo mam strasznego smaka na ciasto.
Moja mama mnie ostatnio bardzo rozbawiła. Wracam z pracy do domu i mama mówi dumna z siebie:
-         Kupiłam Ci pizze mrożoną. Wegańską !!
Ja już posikana prawie z radości bo wszystkie mrożone jakie widziałam nie były wegańskie a mrożone spody do pizzy z Tesco zawierają kwas mlekowy i raczej z tego powodu nie są wegańskie. Biegnę do zamrażalnika, wyciągam pizzę i zdziwiona stwierdzam, że to zwykła pizza z serem z tym, że sera jest tyle co kot napłakał.. Więc zawiedziona idę do mamy i mówię, że jak to wegańska skoro tu jest ser.. Mama na to spokojnie:
-         Przecież tego sera jest garstka, zdrapiesz sobie.

............................  ;P ;P Kocham moją mamę :D

AHA, bardzo proszę klikać na Szerlok- nakarm psa w schronisku.  To taki psi pajacyk- jedno kliknięcie dziennie przybliża wybranego psa do wielkiem paki jedzenia :) Ja klikam codziennie, wciągnęłam w to znajomych i będę klikać codziennie, póki każdy piesek nie zostanie nakarmiony. Bardzo Was proszę o to samo :)
Pozdrawiam i całuję :*