niedziela, 13 lutego 2011

Skinheadowe vegan love ;)

Wczoraj wieczorem zawitało do nas kilku przyjaciół więc postanowiłam, że nakarmię wszystkich moich złych skinheadów wegańskimi pysznościami :) Jako że staramy się żyć oszczędnie myślałam o czymś czym chłopaki by się zapchały i nie kosztowałoby to miliard złotych. Od razu na myśl przyszła mi albo pasta albo fast food czyli veganburgery. Towarzystwo zgodnie opowiedziało się za burgerami więc kupiliśmy bułki i każdy został zapędzony do kuchni. Ja w kuchni nie będę kwitła jak kura domowa w czasie gdy towarzystwo opija się piwem w pokoju więc każdy bez marudzenia stłoczył się w naszej pięknej kuchence i zaczął robić szamę. No, może prócz jednego osobnika, który dorwał się do mojego aparatu i zaczął męczyć nasze dwie domowe księżniczki. Przynajmniej została odkryta zagadka kto od jakiegoś czasu chowa pilota telewizoryjnego w dziwne miejsca... Obie były zachwycone, że ktoś skupił całą swoją uwagę tylko na nich, kochają to :D




 Jako że męska zgraja jest strasznie niezorganizowana więc musiałam wydawać co jakiś czas rozporządzenia kto czym się zajmuje ale nie było źle i już po kilkunastu minutach talerze zapełniły się rewelacyjnie pysznymi hamburgerami. Niestety nie miałam możliwości zrobienia więcej i lepszych zdjęć bo towarzystwo zaczęło głośny lament, ze jest głodne i chce jeść TERAZ NATYCHMIAST!!! ;) Tak więc konserwatywni, mięsożerni panowie pochaniali góry veganburgerów mlaskając, wzdychając i przerywając co chwilę jedzenie uwagami typu „ale pycha”, „smakuje jak kurczak”, „mmmmm”, „to naprawdę jest wegańskie?? Ale naprawdę bez mięsa?? Tak w ogóle??”, „ja już nie mogę więcej” ;) Po jedzeniu zgodnie stwierdzili, że było pyszne i takie jedzenie to oni mogą codziennie jeść ;) A w skład moich veganburgerów wchodziły:

  • bułki
  • kotlety sojowe a’la kurczak firmy Orico (rozpływałam się nad nimi ostatnio)
  • sałata
  • ogórek świeży
  • ogórek kiszony
  • cebula
  • sojonez czosnkowy 




Jak się je robi to każdy wie. Warzywa według uznania, można inne, można dodać tofu albo użyć tofu zamiast kotletów sojowych. Palce lizać :)

Zespołu nie lubię z powodu poglądowego ale ten kawałek kocham!! 

6 komentarzy:

  1. Zdjęcie Twojej podopiecznej, złapanej na gorącym uczynku, zdecydowanie poprawiło mi nastrój :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza Kulka każdemu poprawia humor ;) Cieszę się, że uśmiechnęłaś się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i git :D. Szczury masz jedwabiste normalnie ^^ Sama chciałam sobie kupić, ale moja morska świnka nie lubi konkurencji :D.

    Kiedyś też robiłam takie burgery tylko zamiast gotowych kotlecików ja lepiłam swoje z ziemniaków, groszku, kukurydzy itd. Też smakowało :).

    OdpowiedzUsuń
  4. przewspaniałe szczurki, kocham, kocham!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja je też, do szaleństwa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. o jakie pięknoty ^^ sama mam śmiedzącą szóstkę takich dzieci :P

    aż nabrałam dziwnej chęci na takie fastfoody, tylko ostatni mój kontakt z kotletem sojowym zakończył się powykręcanym żołądkiem i mdłościami :/

    OdpowiedzUsuń