sobota, 26 maja 2012

Kto zaprasza rottweilera do łóżka?

Salut!
Niestety dzisiejsza notka będzie po raz kolejny bez przepisu i bez zdjęć pysznych dań jakie ostatnio przygotowałam :( Mój dysk zewnętrzny, który oddałam do informatyka przestał działać :/ Chwilowo nie posiadam żadnych zdjęć jedzenia. W takim razie, tak jak obiecałam, uraczę Was kilkoma zdjęciami naszej psiny :) Psica ma się dobrze. Dostaje 2 zastrzyki sterydowe w tygodniu- jeden na płuca a drugi na dysplazje stawów łokciowych obu łap. Dzięki temu zrobiła się bardzo energiczna, dokazuje jak szczeniak, biega, goni myszy na polu i ciągle chce się bawić. Odpasła się, po zapadniętych bokach i wklęsłym brzuchu nie ma już śladu. Niestety co za tym idzie urósł guz na jej brzuchu. Mimo to Szilka jest radosna i bardzo kochana. I potwornie łakoma!!! Ostatnio zostawiliśmy pieczywo do rozmrożenia w nocy na blacie kuchennym. Rano okazało się, że nie mamy co zjeść na śniadanie.. Okruchy naszych bułek znaleźliśmy na psim posłaniu :] Natomiast dzisiaj po powrocie do domu zastałam rozerwane i całkowicie puste opakowanie po granulacie sojowym.. Siły do tego bydlaka nie mam, ręce opadają a ona siedzi i robi "chinkę"- mruży oczy tak, że ledwo co widzi. O proszę jak paskuda ma dobrze:










Na jednym ze zdjęć widać nawet tego obrzydliwego guza na brzuchu.. 
Widzieliście pewnie, że pod poprzednią notką odezwała się jedna z wolontariuszek fundacji, o której wspominałam. Nadal nie jestem w stanie ogarnąć jak można bronić fundacji, której prezes ma tak koszmarną reputację.. Czasami naiwność i bezczelność ludzi mnie zaskakuje. Ale koniec tych wycieczek. Napisałam to co myślę na pewien temat i mam głęboko w nosie, że komuś się to nie podoba. 
A na koniec chciałabym pochwalić się Wam naszymi nowymi domownikami. Tzn. niedługo naszymi bo na razie są pod skrzydłami Fundacji Viva! Gryzonie. Zostaliśmy zaakceptowani jako nowy dom stały dla szczurzej mamy zabranej z fatalnych warunków:


Oraz jednej z jej maleńkich córeczek:



Maluch musi jeszcze podrosnąć i za jakieś 2- 3 tygodnie będą już u nas. Mama dostanie imię Vega a dla malucha musimy jeszcze coś wymyślić. Innymi słowy- zwierzyniec nam się rozrasta :)
  

piątek, 4 maja 2012

Wytłumaczenie?

Dzień dobry wszystkim.
Długi łikend już prawie za nami, majówka dobiega końca a ja siedzę chora w domu ;) Na szczęście nie męczy mnie gorączka ani katar ale straciłam za to głos. Generalnie nie jest najgorzej- grunt, że czuję się w miarę dobrze i mogę wychodzić na dwór. Choć pogoda dziś nie dopisuje, od rana pada deszcz. A ja dziś chciałabym przedstawić Wam pewną wspaniałą istotę. Jednak najpierw wprowadzenie. Notka będzie bardzo długa ale proszę, przeczytajcie ją..
Od kilku lat działam w Stowarzyszeniu, które zajmuje się pomocą porzuconym i skrzywdzonym przez ludzi rottweilerom. Około 5 lat temu dołączyłam do znanej Fundacji Rottka i pod ich skrzydłami zajmowałam się pomocą rottkom. Niestety finansowe przekręty, machlojki i oszustwa prezesowej fundacji oraz polityka owej fundacji (dążenie do wyadoptowania jak największej ilości psów bez względu komu i w jakie warunki- skandal!!) sprawiły, że około 2 lata temu odłączyłam się od owej fundacji (wielu wolontariuszy zrobiło to samo) i założyliśmy Stowarzyszenie Pomocy Rottweilerom Rott.pl Pod skrzydłami owego Stowarzyszenia działam do dziś. I z tym właśnie wiąże się historia bardzo kochanego psiaka- rottki Szili. Pięć lat temu Szila trafiła pod skrzydła fundacji Rottka. Była wielką, grubą suką, którą poprzedni dom porzucił bo cała rodzina wyjeżdżała do Anglii i chcieli ją z tego powodu uśpić. Fundacja Rottka przejęła suczkę, która w dzień przekazania jej wyglądała tak:


Niezły grubasek, prawda?
Szilka znalazła nowy dom za pośrednictwem Rottki. Nikt nie trudził się by zrobić wizytę przezadopcyjną by sprawdzić warunki w jakich suni przyjdzie mieszkać. O wizycie poadopcyjnej też nikt nie pomyślał (dla mnie to wręcz niepojęte..). Wszyscy się cieszyli, że kolejny pies znalazł dom i statystyki się nabijają.
9 kwietnia mój ukochany zadzwonił do mnie z pracy, że właśnie przywieziono do schroniska rottweilerkę w stanie skrajnego zagłodzenia, zaniedbaną i zdezorientowaną. Pies został zabrany w trakcie interwencji OTOZu w asyście policji gdyż stan w jakim pies się znajdował zagrażał jego życiu. Sunia była przywiązana do drzewa na pustym placu posesji, bez jedzenia ani picia z budą w koszmarnym stanie.. To zdjęcia z interwencji:




Po obejrzeniu suni zauważyłam, że ma brzuchu ogromnego wręcz guza (wielkości dwóch złożonych pięści) o gruzełkowatej strukturze.. Niestety tak wyglądają najczęściej nowotwory.. Wet potwierdził nasze obawy. Sunia prócz skrajnego wyniszczenia organizmu była zżerana przez nowotwór. Płuca na prześwietleniu okazały się wielkim ogniskiem nowotworu.. Doprowadzenie suczki do tego stanu musiało trwać minimum rok.. Po badaniu zapadł wyrok: Szilce zostało kilka tygodnie życia. Nie da się już nic zrobić. Już za późno..



Na stronie owej fundacji zawrzało- przecież to Szila!!! Nagle zaczęły się lamenty, że jak to się stało, jak można było być takim bydlakiem, jezus maria, olaboga!! Czytałam i nie wierzyłam. Nikt nie fatygował się by zrobić wizyty poadopcyjne.. A teraz lament i zgrzytanie zębami.. Fundacja postanowiła, że zabierze Szilę do siebie i poszuka jej nowego domu na dożycie. Absolutnie nie podobał mi się ten pomysł. Po długiej rozmowie z moim T. postanowiliśmy, że adoptujemy Szilkę by u nas spędziła ostatnie tygodnie swojego życia. Wyobraźcie sobie, że fundacja nie była zadowolona z tego faktu a jedna z wolontariuszek wypisywała na forach, że jestem złym człowiekiem i nie powinnam dostawać psa dlatego, że nie bałam się wyrazić głośno mojego zdania na temat tego jak fundacja dała ciała !! Bezczelność wolontariuszy fundacji wprawiła mnie w osłupienie.
Chciałabym tu zaznaczyć- absolutnie nie dyskredytuję całej fundacji. Wiem, że są tam ludzie, którzy ostatnie pieniądze oddaliby by ratować rottki. W innych województwach są wizyty przed i poadopcyjne. W naszym trochę ta sytuacja kuleje. Jestem zażenowana i rozgniewana poczynaniami Pomorskiej Fundacji Rottka. 
Przez takie postępowanie Szila przeszła gehennę. Była głodzona, bita i nie leczona. Co więcej, jeśli wierzyć plotkom, to Szila guza miała już półtora roku temu. Właściciel ponoć stwierdził, że nie będzie jeździł z psem do weterynarza i z pomocą znajomego sam odciął psu guza..
OTOZ postanowił wytoczyć właścicielom sprawę. Zgłosiłam chęć bycia oskarżycielem posiłkowym. Mam nadzieję, że się to uda. Wiem, że te zwyrodnialce nie dostaną żadnej kary, wyroku. Może jakąś drobną grzywnę 500 zł.. Zamierzam walczyć o sprawiedliwość i starać się doprowadzić do dotkliwego ukarania tych potworów.
Szilka jest najwspanialszym psem na świecie.. Jest cudowna, lgnie do ludzi, daje przy sobie robić absolutnie wszystko- mogę bez obaw wsadzić rękę do jej miski gdy je, mogę odebrać jej kość gdy ją obgryza. Weterynarza od razu zaczęła lizać po twarzy mimo, że widziała go pierwszy raz w życiu. Jej ogonek nieustannie chodzi z radości. Ciągle nim macha.. Pisząc tą notkę nie mogę przestać płakać.. Nie jestem osobą, która potrafi godzić się z takimi sytuacjami.. Bezsilność doprowadza mnie do rozpaczy, wściekłość, że przez ludzką głupotę i zaniedbanie tak wspaniała istota musi umrzeć o kilka lat za wcześnie..
Pod poprzednią notką ktoś napisał bym spojrzała na drugiego człowieka jak na zwierza i postarała się go polubić.. Tyle razy próbowałam i nie umiem.. :( Wiem, że nie każdy taki jest. Weganie i wegetarianie, mimo, że lewaki ;) to wspaniali ludzie. Poznałam mnóstwo wspaniałych osób na proteście w Skaryszewie. Nie przeszkadzało im, że jestem nacjonalistką. Mówili "przecież walczymy razem o coś co wszyscy kochamy więc poglądy się nie liczą". Strasznie mnie to wzruszyło. A potem pojawia się Szila, na fejsie info, że ktoś spalił żywcem psa dla zabawy, że ktoś przeciągnął amstaffka za samochodem dla zabawy, dla śmiechu..  I nie potrafię..