niedziela, 30 września 2012

Zmiany, zmiany..

Cześć :)
Zmiany, zmiany, zmiany. Tak często się ich boję a okazuje się, że ich efekty są super miłe :) Po pierwsze: w piątek zakończyłam swoją 4 letnią pracę na stanowisku konsultanta infolinii towarzystwa ubezpieczeniowego :) Praca wyczerpująca, ciężka koszmarnie, ryjąca banię. Jak to w wielkiej korporacji. Piątek był ostatnim dniem "na kablu". Od jutra zaczynam pracę w biurze z czego ogromnie się cieszę a zarazem boję bo biuro jest bardzo ostro kontrolowane pod względem błędów. Codziennie dostaje się szczegółowy raport popełnionych przez siebie błędów. Zobaczymy jak będzie :)
Kolejna zmiana chyba najbardziej zaskakująca, również dla nas. Pamiętacie jak w poprzednim poście pisałam o szczeniaku rottka z hodowli? Nieaktualne. Tydzień temu nudząc się i przeglądając fejsa trafiłam na jedno zdjęcie, które wywróciło wszystko do góry nogami. Zdjęcie psiaka z Fundacji AST zajmującej się bullowatymi. Egzo porzucony w lesie przez swoich poprzednich "opiekunów", którzy dowiedzieli się, że psiak ma raka a operacja to koszt minimum 500 zł.. Zamiast wydawać kasę na operacją łatwiej im było przywiązać do drzewa psa po 11 LATACH (!!!), które spędził w domu.. Trudno mi w to uwierzyć.. Decyzja zapadła w kilka sekund. Przecież szczeniak z rodowodem znajdzie dom tysiąc razy szybciej niż taki dziadek. Tu jest wątek Egza, pooglądajcie zdjęcia bo dziadunio naprawdę uroczy :) EGZO dziadunio z fundacji.
Na imię Egzo nie reaguje a mi się ono kojarzy z egzemą więc u nas będzie Hansem. Jesteśmy po wizycie przed- adopcyjnej i wczoraj zapadła decyzja, że Hans przyjeżdża do nas w przyszłą sobotę. Akurat na urodziny mojego faceta :) Oboje nie możemy się już dziada doczekać. No patrzcie jaką ma piękną mordkę.

Po kastracji (rak jąder- bez przerzutów) będzie zdrowy jak rydz :) Nasz wet się śmieje, że jak zawsze robimy geriatrię z domu :) Ale co ja na to poradzę, że chyba własnie taką misję mam w życiu, żeby przygarniać tej najbiedniejsze, stare bidy bo serce mi przy nich pęka na kawałki. Ja chcę już sobotę!!!
No i obowiązkowo przepis musi być. Mój autorski i powiem tak: mój facet i całe otoczenie są nim zachwyceni a ja nie do końca. Wyprodukowałam kotlety z kaszy pęczak jęczmiennej (tej co ma takie duże ziarna) z cebulką, czosnkiem i ogórkami kiszonymi. Kurcze.. Wyglądają, pachną i co najdziwniejsze smakują jak najprawdziwsze mielone z mięsa.. Jak spróbowałam pierwszy kawałek to ten smak mnie przeraził. Był tak mięsny, że aż stwierdziłam, że chyba mi nie smakują. Jak następnego dnia zaniosłam do pracy i dałam spróbować koleżance to powiedziała, że "zajebiste mielone".. Gotowałam na czuja więc przepis podaję też z głowy.

Składniki:
  • 1,5 szklanki suchej kaszy pęczak
  • 2 cebule (lub jedna, jak kto woli)
  • kilka ogórków kiszonych (ilość wedle uznania ale muszą być w składzie masy)
  • 2 ząbki czosnku
  • musztarda
  • sól
  • pieprz
  • olej
  • bułka tarta
Kaszę płuczemy na sitku i wrzucamy do osolonego wrzątku w proporcji 1:2 dla kaszy. Czyli 1,5 szklanki kaszy na 3 szklanki wody. Gotujemy do miękkości często mieszając. Gdy kasz wchłonie całą wodę i będzie miękka odstawiamy ją, żeby ciut przestygła. Ja mieliłam jeszcze gorącą kaszę i już wtedy bardzo ciężko mi się mieszało masę bo się koszmarnie skleja. Ale ok- mielimy kaszę w maszynce do mięsa (tfu) jak najdrobniej. Do masy dodajemy musztardę, żeby było trochę bardziej mokro a potem pokrojoną w kosteczkę cebulę i ogórki kiszone też pokrojone w kosteczkę. Dodajemy sól i pieprz wedle smaku. Można też sypnąć paprykę słodką w proszku. Do masy dodajemy przeciśnięte przez praskę 2 ząbki czosnku. Formujemy kotlety jak masa całkiem przestygnie. obtaczamy w bułce tartej (opcjonalnie) i smażymy. Podajemy z ziemniakami i surówkami. U nas jak widać bardziej fast foodowo bo z frytkami. Obok sałatka  z lodówkowych resztek i buraczki tarte z ogórkiem kiszonym. Polecam, kotlety totalnie oszołomiły większość moich znajomych i ukochanego. Dla mnie są smaczne ale dupy nie urywają. Może dlatego, że zawsze jestem bardzo krytyczna wobec tego co robię :) 






Buziaki :*


EDIT

Po umieszczeniu tej notki zauważyłam, że pod wcześniejszym postem Anonimowy zamieścił taką grafikę:

Kimkolwiek jesteś- dziękuję Ci.. To jednocześnie sprawiło, że się popłakałam i poczułam w sercu pewien rodzaj radości.. Bo wiem, że własnie tak jest- że Krzysiulek nie musiał żadnemu bogu udowadniać jak wspaniałym człowiekiem był. Pewnie teraz daje na koło już w niebie i dziara wszystkich świętych :) Nie jestem wierząca ale jeśli są tam jacyś święci to na pewno noszą już najpiękniejsze dziary.. Jeszcze raz Ci dziękuję Anonimowy czytelniku.   

poniedziałek, 17 września 2012

Zaniedbuję..

Siema drodzy czytelnicy :)
Zaniedbuję bloga koszmarnie. Jak zobaczyłam, że ostatni post jest napisany ponad miesiąc temu to aż mi się wstyd zrobiło. Obiecuję poprawę szczególnie, że od października będę miała czasu więcej. Jest to związane z moim awansem w pracy a co za tym idzie zmiany godzin, w których będę pracować. Teraz mój dzień pracy będzie się kończył ZAWSZE o 16 a nie tak jak dotychczas- raz do 16, raz do 20, raz do 18 a jeszcze innym razem do 17. Tryb życia mi się ureguluje, a co za tym idzie wszystko się polepszy. Co u mnie? Wszystko ma się ku lepszemu. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie radzę sobie z całym tym stresem związanym z pracą, śmiercią przyjaciela, członka rodziny i za namową lekarza pierwszego kontaktu udałam się psychiatry. Brzmi może troszkę przerażająco ale dostałam tabletki, które znacznie poprawiły mi nastrój. Jest mi lepiej. Czuję nadal ból i tęsknotę ale nie wybucham już płaczem w autobusie za każdym razem jak widzę motocyklistę. Ustąpiły codzienne nerwobóle. Jest lepiej.
W przyszłym roku szykuje się nam kolejny członek załogi w postaci rottweilerowatego berbecia :) Będziecie więc zasypywani zdjęciami małej czarnej bestii o wdzięcznym imieniu Zagryź :D Zastanawiamy się też nad Nazgulem ale Zagryź to mój faworyt na chwilę obecną. Od razu mówię: nasz pies nie będzie rottkiem, którym będę nadrabiać coś. Mój rottek będzie miał charakter labradora, który w razie niebezpieczeństwa stanie w obronie swoich właścicieli. Zamierzamy go szkolić i łamać stereotyp psa mordercy. Marzę o zrównoważonym i stabilnym psychicznie psie, który da się pogłaskać każdemu. O takim, który nie tknie osoby, która będzie mnie szarpać albo popychać póki nie dam mu znaku. Na pewno będę chciała ukończyć z nim kurs psa obronnego. Będę się czuła bezpieczniej chodząc wieczorami na spacery z kimś kto w razie czego obroni mnie przed ewentualnym napastnikiem.


Już nie mogę się malucha doczekać :)
Ale żeby nie odbiegać od tematu bloga to obowiązkowo dodaję przepis. sezon na kurki chyba już się kończy (nigdy nie wiem kiedy się zaczyna a kiedy kończy sezon na dane warzywa/ grzyby) a przepis mam w schowku już od zeszłego roku więc najwyższy czas go podać. Nie będzie to nic zaskakującego, ot kurki w śmietanie. Zrobiłam dwie próby: jedną ze śmietaną owsianą firmy Oatley z kartonika, taką jak tu:


Jej smak mnie powala: kremowa, gładka i bardzo delikatna w smaku. Czuć delikatny owsiany posmak ale uważam, że to nawet jej plus smakowy i jest naprawdę rewelacyjna. Drugą porcję zrobiłam ze śmietaną słonecznikową z przepisu Matki Weganki- przepis o tu: KLIK 
Potrzebujemy:

  • tyle kurek ile chcemy zjeść albo tyle ile mamy pod ręką ;)
  • śmietankę (dowolna, sojowa, owsiana, słonecznikowa as U wish)
  • cebulę
  • czosnek
  • olej
  • sól
  • pieprz
  • makaron
Kurki dokładnie czyścimy a świetny na to sposób znalazłam tu: CZYSZCZENIE KUREK a potem gotujemy aż ciut zmiękną. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę i czosnek (czosnek oczywiście dodajemy później, żeby nie zgorzkniał). Dorzucamy kurki i solimy. Kurki puszczą sporo soku więc odparowujemy sok i dusimy w nim jednocześnie kurki. Gdy zredukujemy już sok kurkowy prawie do zera zalewamy grzyby wybraną śmietaną i tak pysznymi kurkami polewamy ugotowany w międzyczasie makaron lub jemy z pieczywem. Polecam :) Zajadaliśmy się tym przez 3 dni.



Mi osobiście bardziej pasował smak kurek ze śmietanką owsianą. Śmietana słonecznikowa ma bardzo wyrazisty, pikantny smak, który całkowicie zdominował delikatne kurki. Ale to moja opinia, może Wam zasmakują słonecznikowe kurki :)
Smacznego.

P.S. Dziś muzycznie smutno i nastrojowo ale ten kawałek ostatnio daje mi siłę i nadzieję..