czwartek, 1 sierpnia 2013

Makaronowo i urodzinowo.

Witajcie kochani :)
Dzień zaczął się dla mnie dziś wyjątkowo wcześnie jak na wolny od pracy. Wczoraj mieliśmy gości, dziś dom wygląda jak po bitwie- bałagan, wszędzie brudne naczynia, puszki i butelki i ludzie śpiący na fotelach i w innych ciekawych miejscach ;) I uwierzcie mi, że nie ma nic lepszego na rozruszanie o 7 rano jak zmycie góry brudnych naczyń wysypujących się ze zlewu :D Ja naprawdę uwielbiam zmywać. Ale nie o tym przecież chcecie czytać.
Po napisaniu poprzedniej notki niezwykle zaskoczył mnie odzew. Wasze komentarze były bardzo miłe, rzeczowe, pomocne i dzięki nim poczułam, że to co piszę w jakimś stopniu trafia do innych :) To bardzo fajne uczucie. Każdą notkę, która pojawia się na tym blogu linkuję jako update na moim prywatnym profilu na Fejsie. Szkoda, że nie mogliście obserwować gównoburzy jaka rozpętała się pod linkiem. Jedna osoba zarzuciła mi nawet, że "szkoda jej psa, który do nas trafi bo nie będzie jadł mięsa". Czaicie? :) Szkoda psa- że dostanie swój dom i swoich człowieków zakochanych w nim na maxa, szkoda, że dostanie posłanie w każdym z pokoi w domu. Szkoda, że będzie miał pełną miskę, kilka spacerów dziennie, opiekę jednego z najlepszych wetów w mieście i gwarancję, że nikt nigdy go nie uśpi bo "zajmuje boks a poza tym nie ma szans na adopcję bo jest potencjalnie agresywny". W sumie chyba lepiej, żeby został w schronisku, nie miał regularnych spacerów i swojego człowieka do kochania i prowadzenia go przez życie. A karma Puffi z Biedronki na bank będzie dla niego najlepsza. Eeeeechhhh, czasami ręce opadają jak się słucha innych. 
Ale to nie koniec tematu- aby nie rzucać słów na wiatr napisałam bardzo długą i popartą licznymi linkami i odnośnikami wiadomość do dwóch autorytetów na skalę krajową w dziedzinie weterynarii. Zapytałam o ich zdanie na temat wegetariańskiego karmienia psów i jakość wege karm dostępnych w Polsce. Niecierpliwie czekam na odpowiedzi i jak tylko je dostanę to na pewno wkleję ich treść tutaj :)
A żeby nie było tak kompletnie bezprzepisowo zamieszczam dla Was robaczki kochane przepis na fenomenalną wręcz lasagne z granulatem sojowym udającym mielone i szpinakiem. Robiłam "na czuja", wymyślając sama sporo i nie byłam pewna efektu. Okazało się, że jest boski. 

Na 3 głodne osoby (w tym dwóch dużych facetów):

  • 2 opakowania płatów makaronowych do lasagne
  • 2 kartoniki przecieru pomidorowego (to się chyba nazywa passata pomidorowa)
  • opakowanie granulatu sojowego
  • opakowanie szpinaku mrożonego lub tyle świeżego, żeby odpowiadał gramaturą mrożonemu
  • kilka sporych łych sojonezu 
  • 3 ząbki czosnku
  • papryka w proszku
  • bazylia (świeża bądź suszona)
  • 1 torebka "Przyprawy do mięsa mielonego" koniecznie firmy Prymat (daje rewelacyjny smak)
  • olej
  • sól
  • pieprz
Najpierw w garnku zagotowujemy wodę z solą i łyżką papryki w proszku. Do wrzątku wsypujemy paczkę granulatu i gotujemy około 5 minut. Odcedzamy i mieszamy z torebką przyprawy Prymata (paskudna reklama produktu ale uwierzcie- granulat wymieszany z tą przyprawą ma cudowny smak). Zabieramy się za szpinak- na dużej patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy kostki szpinaku. Smażymy aż powstanie papka i dodajemy sporo pieprzu, soli i łychę albo dwie sojonezu. Wciskamy czosnek i smażymy jeszcze chwilę i odstawiamy z gazu. Przecier pomidorowy wlewamy do garnuszka i doprawiamy łyżką oleju, solą, pieprzem, bazylią,  papryką sproszkowaną. 
Teraz przygotowujemy blachę- na jej dno lejemy trochę sosu pomidorowego i układamy kolejno płat makronu, na niego granulat, na to szpinak i łychę sosu pomidorowego by wszystko zwilżył. Znowu płat makaronu, granulat, szpinak i sos. I tak do wyczerpania składników. Wierzch posmarowałam sojonezem i resztką sosu pomidorowego. Lasagne wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni i czekałam aż płaty zmiękną. Zajmuje to około 30- 40 minut. 




Będę nieskromna- jest naprawdę pyszna :)
I jeszcze pochwalę się tortem urodzinowym, który koleżanka zrobiła miesiąc temu na moje urodziny. Był przepyszny, barrrrdzo czekoladowy i przy tym lekki :) Uwielbiam torty wegańskie- nie ma w nich tej paskudnej ciężkości maślanych i mlecznych niewegańskich kremów od których zawsze bolał mnie brzuch.




A teraz idę robić pyszne wegańskie śniadanie dla gości, którzy zaczynają niemrawo się ruszać :)