sobota, 20 września 2014

Domowe masło orzechowe.

Zbierałam się do jego produkcji chyba z pół roku. Naczytałam się jak to strasznie trudno je zrobić, że można mikser spalić, że trwa to nawet do kilkudziesięciu minut, że trzeba robić co chwilę przerwy.. I jak tu się nie zrazić. Ale pewnego dnia paczka orzechów w Biedrze praktycznie sama wpadła mi do koszyka i nie było już odwrotu. Z drżącym sercem podeszłam do miksera i wsypałam orzechy do kielicha. Wcisnęłam "Start" i... okazało się, że mam najlepszy brendel na świecie. Gładkie, aksamitne masło ukręcił w trakcie jednej, trwającej 5 minut sesji!! Byłam w szoku.




Po wyprodukowaniu swojego, domowego masła orzechowego nic już nie przekona Was do kupna gotowego. Nic też nie przemawia na korzyść tych sklepowych. Wasze domowe masło nie zawiera cukru (o ile go sami nie dodacie), nie zawiera dodatku oleju palmowego co czasami się zdarza w masłach kupnych, ma rewelacyjny, niepowtarzalny smak (całkiem inny niż ten, który znacie ze sklepowej półki) no i przede wszystkim CENA!! Za pół kilo masła zapłacicie tylko ile za pół kilo orzeszków!! Dajcie mi masło orzechowe w takiej cenie ;) Więc oficjalnie ogłaszam, że już nigdy nie kupię gotowego masła orzechowego. Bo po co skoro tyle frajdy jest z robienia własnego? ;)

Można też wyjadać ze słoika palcem jak normalny, cywilizowany łasuch.


W wykonaniu masła orzechowego nie tkwi żadna filozofia. Trafiłam na wiele przepisów, które nakazują dodać do miksowanej masy wody albo nawet oleju.. Nie wiem po co skoro orzechy i tak same w sobie są już bardzo tłuste a dodanie oleju chyba popsułoby smak. Inni sugerują bo do masy dodać sól lub cukier. Ja nie dodaję nic i też jest pysznie :) Tak więc kupujcie niesolone orzechy i kręćcie z nich nieograniczone ilości pysznego, aksamitnego masła orzechowego :)


Moja ulubione kompozycja. Przebija nawet banany położone na kanapce.

niedziela, 14 września 2014

04.09.2014r nasz Świat zatrzymał się po raz kolejny.

Tego dnia odszedł nasz kochany Waluś.. Nadal ciężko mi w to uwierzyć, nadal ciągle jakoś do końca nie wierzę.. Pies, który nauczył nas przeogromnej pokory, cierpliwości, nauczył nas zupełnie innego patrzenia na psa, zmienił nasze życie w sposób niewypowiedzianie ogromny. Dzięki Walusiowi podjęłam decyzję i rozpoczęciu kursu zoopsychologa i trenera psów.. Nigdy, przenigdy nie zapomnę tego co dla nas zrobił i czego nas nauczył.. Chcę poświęcić mu osobną, długą notę. Muszę tylko pozbierać myśli. A to boli. Dajcie mi proszę odrobinę czasu.
Biegaj za Tęczowym Mostem miśku.. Kiedyś jeszcze przyjdzie czas by wytarmosić ci uszy..