sobota, 21 lutego 2015

Początek roku pełen zawirowań.

Witajcie kochani!!
Wiem, na Fan Pejdżu obiecałam, że notka powstanie w... zeszłą niedzielę... Jednak moje życie przez ostatni tydzień to była jazda bez trzymanki. Cały czasz  resztą jest więc dzisiejsza notka będzie zaskakująco krótka jak na mnie. Na samym początku uchylę rąbka tajemnicy o co chodziło z zdjęciem na Fan Pejdżu. Chodziło mi o tą piękną pannicę, która szuka domu:

Zdjęcie: OTOZ Szczecin


Taka ślicznotka trafiła do adopcji. Niespełna 3 letnia sunia, kochające psy i ludzi ale morderczyni kotów i małych zwierząt. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i postanowiłam ją adoptować :) Niestety kilka dni po pierwszym spotkaniu z nią w pracy spadła bomba- redukcja etatów. Guess what? Mnie też ona objęła bo mam umowę na zastępstwo za koleżankę, która jest na macierzyńskim. Tak więc w połowie kwietnia znowu stanę się bezrobotna. Opcja raczej słaba ale mam jeszcze półtora miesiąca na znalezienie nowego miejsca. A ja zaczęłam poważnie zastanawiać się nad założeniem własnej działalności... Coś czuję, że ten rok będzie pełen zawirowań i zwrotów akcji. A ja ogólnie nie cierpię zmian, zmiany mnie przerażają, lubię jak coś jest stałe, powtarzalne i takie same. Nigdy nie wiem jak reagować na zmiany, obawiam się, że będą prowadziły mnie do czegoś nie do końca dobrego i że źle na nich wyjdę. Wiem, zachowuję się trochę jak osoba z pewnymi dysfunkcjami psychicznymi ale nigdy nie mówiłam, że jestem normalna ;) Z resztą moje dzieciństwo było dosyć dysfunkcyjne więc czasami w tym doszukuję się przyczyny mojego pokręconego i trochę chorego charakteru. W ogóle ostatnio mam mnóstwo pomysłów na kilka wpisów tu. Chciałabym poruszyć z Wami kilka kwestii, które mnie nurtują i nad którymi się ostatnio często zastanawiam. Mam nadzieję, że mogę liczyć na Wasze opinie jak już te notki się pojawią :) 
A wracając do tematu psa to adopcja zeszła niestety na drugi plan ale.. nie odpuszczę!! Jeszcze w tym roku muszę mieć psa w domu bo inaczej oszaleję i to tak naprawdę ;)
Żeby jednak nie przedłużać i nie zanudzać Was moimi wynurzeniami i zwierzeniami (jeszcze przyjdzie na to czas) chcę Wam zaproponować dziś wspaniałe i bardzo proste danie. A raczej przekąskę. Świetnie nadaje się ona na imprezy albo rozgrzewające śniadanie. Kolacja też będzie z tego udana. Z dodatkami może też być to obiad :) To danie nadaje się na każdą porę dnia i nocy ;) Są to bułeczki z niespodzianką. Możemy oczywiście użyć dowolnych bułek ja akurat miałam białe (nie jem w ogóle białego pieczywa to bułki mojego T. ;)

Składniki:

  • 5 bułek
  • kostka wędzonego tofu
  • 1 cebula
  • pół łyżeczki kurkumy
  • płaska łyżeczka czosnku granulowanego jeśli ktoś w ogóle lubi czoch (ja kocham)
  • sól (może być kalak namak)
  • pieprz
  • szczypta sproszkowanej słodkiej papryki
  • wegański ser (opcjonalnie)
  • trochę oleju do usmażenie tofucznicy

Bułkom odkrawamy "czapeczki" i wydrążamy środek "miseczki" która powstała z dolnej części bułki. Staramy się wywalić jak najwięcej miąższu bułki, żeby można było ściśle ją napakować :) Bułki odkładamy na bok i zabieramy się za przygotowanie tofucznicy. Kostkę tofu rozgniatamy widelcem na "kształt" jajecznicy. Nie odciskamy go najpierw. Cebulę siekamy w kostkę. Na patelnię wlewamy olej i wrzucamy cebulę. Podsmażamy. Dodajemy wszystkie przyprawy i smażymy razem z cebulą około minutę. Wtedy na patelnię wrzucamy rozdrobnione tofu i dokładnie mieszamy. Masa zrobi się sucha więc możemy podlać odrobiną wody (ja dolewam zawsze tą "wodę", która została w folii po tofu). Podsmażamy przez kilka chwil i gotową tofucznicą faszerujemy wcześniej przygotowane bułki. Przykrywamy bułeczki kilkoma plasterkami sera (ja miałam Violife do pizzy ale bez sera też będzie pyszne) i wsadzamy na kilka minut do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. Zapiekamy do momentu aż bułki będą odpowiednio dla nas chrupiące. 




Podajemy przykryte "czapeczkami" i delektujemy się pyszną przekąską. A dwie takie bułki naprawdę potrafią nasycić. Polecam podawać z różnymi sosami, można w ostateczności użyć keczupu ale dobrej jakości, żeby octowy smak nie zabił pysznej buły :)



A ja standardowo zapraszam do polubiania mojego FanPejdża na Facebooku i zapraszania do polubienia swoich znajomych :) Za każde polubienie bardzo dziękuję :)
Trzymajcie się kochani!!


wtorek, 3 lutego 2015

Burgery Zmieniające Życie.

Tak!! To nie żart. Do przedwczoraj byłam jeszcze absolutnie wręcz pewna, że nigdy nie uda mi się spróbować wegańskiego kotleta, który smakiem przebiłby karkówkę z grilla, którą wspominałam z tęsknotą. Bo, oburzajcie się ile chcecie, mięso kiedyś bardzo ceniłam za smak i tęskniłam za nim. Ale oto. Przedwczoraj. Zdecydowałam się wykonać- zupełnie bez przekonania- burgery z bloga Jadlonomii. Robiłam je z dużą rezerwą bo w proporcjach na 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (czyli 100 gramów suchej) dodaje się aż 2 szklanki startej marchwi. dla mnie oznaczało to tylko jedno- kotlety będą słodkawe i ogólnie marchewka fuj. O bogowie, odszczekuję to pod stołem!! To są ABSOLUTNIE MISTRZOWSKIE, najpyszniejsze burgery jakie kiedykolwiek jadłam w moim życiu. Nigdy już nie zatęsknię za padliną z grilla bo po co??? Skoro można zjeść coś tak niebiańskiego??



No i dodatkowo robi się je tak szybko i prosto. I wcale nie wymagają jakiś fancy składników. Głównie to zmotywowało mnie do przygotowania ich :P Przedwczoraj zrobiłam pierwszą partię. Wczoraj już dorobiłam i zamroziłam kolejne 10 sztuk. zgadnijcie co będę robić jutro? :D 



No to wypada podać teraz składniki :)

Składniki:

  • 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (100 gramów suchej kaszy)
  • 2 szklanki surowej, startej na drobnych oczkach marchewki (2 bardzo duże marchewki)
  • 1 duża czerwona cebula
  • pół szklanki podprażonego przez minutę sezamu
  • pół szklanki podprażonych ziaren słonecznika
  • pęczek posiekanej pietruszki
  • 2 łyżki stołowe sosu sojowego
  • pół szklanki bułki tartej
  • 1/4 szklanki oleju
  • 3 łyżki mąki
  • odrobina ostrej papryki
  • łyżeczka suszonego czosnku lub ze 2 ząbki świeżego
  • sól
  • pieprz

Wszystkie składniki mieszamy w dużym garnku najpierw łyżką a potem łapkami bo masa robi się barrrrrdzo gęsta i klejąca ;) Formujemy kotleciki i pieczemy je w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 30 minut. Po upływie 20 minut bardzo delikatnie przewracamy na drugą stronę i dopiekamy te pozostałe 10 minut. Przy przewracaniu warto użyć łopatki bo burgery są jeszcze wtedy miękkie. 



O matulu!! Trzeba uważać, żeby nie sparzyć sobie paszczy bo jak człowiek zacznie jeść od razu po wyjęciu z piekarnika to przestać nie może!! Próbujcie bez wahania bo to są naprawdę Burgery Zmieniające Życie :)
Absolutnie zalecam jeść je od razu. Odgrzane w piekarniku następnego dnia tracą 50% swojego oszałamiającego smaku i są wtedy już tylko pyszne. a w mikrofalówce to już w ogóle.

Tradycyjnie zapraszam do polubiania mojego FanPejdża na Facebooku i zapraszania do polubienia swoich znajomych :) Za każde polubienie bardzo dziękuję :)

P.S. Mam pewien podstępny plan i już za kilka tygodni uchylę dla Was rąbka tajemnicy :) Zapewniam, że będzie się Wam podobało ;)

P.S2. A tak w ogóle to słyszeliśćie już, że czekolada Wawel z masłem orzechowym od kwietnia wchodzi do  STAŁEGO asortymentu tej firmy?? ;) Będzie dostępna w każdym sklepie w wersji standardowej 100 gramowej tabliczki <3