poniedziałek, 30 marca 2015

Pudding z nasion chia i nowy projekt blogowy :)

Hej :)
Mam sporo spraw do napisania dziś więc tym razem obejdzie się bez żalenia na to, że nie znalazłam jeszcze pracy, jest masakra, co chwila natykam się na oszustów, chcących wyłudzić moje dane do chwilówek a jak idę na jakąś rozmowę to proponują mi oszałamiające stawki 1 100 zł na rękę za miesiąc pracy. Hitem tego roku była firma Vectra (ta od internetu i telefonii), która zaproponowała mi stawkę 7 zł... brutto na godzinę. Achhh.. No i koniec końców pożaliłam się. Ale ok, koniec.
Ostatnio odważyłam się i kupiłam caaały kilogram... nasion chia. Jeśli chodzi o kuchnię to jestem tradycjonalistką i konserwatystką i wszelkie nowości i udziwnienia wdrażają się opornie. Ale okazało się, że nie ma się czego bać, nie ma glutowatej konsystencji, o której czytałam, jest za to mnóstwo argumentów "za".

  • zawierają więcej kwasów Omega-3 niż łosoś
  • dostarczają więcej żelaza niż szpinak
  • mają więcej wapnia niż mleko
  • korzystnie wpływają na funkcjonowanie układu sercowo- naczyniowego
  • obniżają poziom "złego cholesterolu"
  • regulują pracę układu pokarmowego
  • wspomagają odchudzanie
  • zmniejszają ryzyko wystąpienia nowotworów


A jeśli w gratisie dostajemy świetne potrawy i desery, do których możemy użyć naszych nasion to.. czego chcieć więcej :) Zabieramy się zatem za przygotowanie naszego pysznego puddingu z nasion chia.




Składniki na 2 duże porcje puddingu (po około 500 ml każda):

  • 0,6 litra mleka (użyłam czekoladowego z Biedry)
  • 2 bardzo duże łyżki stołowe masła orzechowego (moje było robione samodzielnie)
  • 2 łyżki kakao albo karobu
  • 1/2 szklanki nasion chia
  • 1/2 szklanki posiekanych daktyli
  • 2 banany




Posiekane daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na około 15 minut. No blendera wlewamy mleko roślinne, dodajemy kakao lub karob, masło orzechowe i namoczone i odcedzone daktyle. Miksujemy aż konsystencja będzie całkiem gładka, bez żadnych grudek. Przelewamy do dowolnego pojemnika, wsypujemy nasiona chia i dokładnie mieszamy. Umieszczamy w lodówce i BARDZO WAŻNE- po 15 minutach od wsadzenia do lodówki wyciągamy i dokładnie mieszamy. Znowu wstawiamy do lodówki i po kolejnej godzinie mieszamy ponownie. Zostawiamy w lodówce na około 6- 8 godzin. Po upływie tego czasu zrobi się z tego bardzo kleisty i stały chiowy blok. Ja dzielę to na połowę i każdą z nich wrzucam rano do blendera dodając po 5 łyżek mleka roślinnego i banana. Miksuję co chwila przerywając i mieszając masę bo jest bardzo gęsta i trzeba pomagać blenderowi łyżką. Po zmiksowaniu pakuję do słoiczków i zabieram do pracy albo do szkoły :) Dodanie mleka sprawi, że konsystencja stanie się aksamitna i "budyniowata" a banan doda smaku i słodkości bo sama masa jest średnio słodka.


Zazdrość w oczach współpracowników gwarantowana ;)



A odnośnie nowego projektu blogowego.. Wpadłam na pomysł, żeby na tym blogu pojawiały się nie tylko przepisy i opisy moich życiowych porażek ;) Jak wiecie jestem totalnie zafiksowana na punkcie psów. Psy to moje życie, moja pasja i miłość. Moje życie zawodowe mam nadzieję związać z psami a prywatne od małego nierozerwalnie łączy się z nimi. Dlatego chciałabym zacząć recenzować tu książki traktujące o psach, behawioryzmie i szkoleniu, jakie posiadam i uważam za godne polecenia. Książki to kopalnia wiedzy, bez nich życie byłoby okropne i nudne. Moim drugim świrem po psach są książki. Gotowanie jest na trzecim miejscu bo wymaga aktywności fizycznej z mojej strony :P Wracając do tematu: książki, które przeczytałam od czasu gdy dowiedziałam się, że jest coś takiego jak behawioryzm i zoopsychologia wpłynęła bardzo znacząco na mój sposób postrzegania siebie i psów. Może ktoś z Was byłby zainteresowany taką serią wpisów przeplatających się z przepisami? :) Dajcie proszę znać w komentarzach.

A teraz standardowo zapraszam do polubienia mojego FanPejdża na Fejsbuku i zapraszania do polubienia swoich znajomych :) Za wszystko dzięki ;)
Ściskam :*



czwartek, 5 marca 2015

Marcowe spaghetti a'la Bolognese.

Cześć!!
Napisałam to i chyba z 15 minut gapiłam się bezmyślnie w puste, białe pole bo nie miałam pojęcia co napisać ;) Może wynika to z bólu głowy, który męczy mnie od wczoraj. Ale skoro pierwsze zdanie już za mną to teraz pójdzie już gładko. U mnie trochę się dzieje z jednej strony a z drugiej czuję jakbym tonęła w smole. Szukam nowej pracy, mam czas do 20 kwietnia bo wtedy ulega rozwiązaniu moja aktualna umowa. Byłam dziś na przesłuchaniu do pewnego wydawnictwa naukowego. Jako sprzedawca. 1250 zł na rękę plus premia od sprzedaży... No masakra. Warunki urągające człowieczeństwu a najgorsze jest to, że jeżeli nie znajdę nic innego to będę musiała to przyjąć i przez te 3- 4 miesiące zanim nie rozkręcę działalności będę musiała wegetować za tą sumę.. Przyznam Wam, że przeraża mnie to. no ale lepiej to niż zasiłek dla bezrobotnych czyli 575 zł w moim mieście.. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby znalazła coś lepszego. Jako typowy korposzczur mam wprawdzie szansę na coś lepszego ale nigdy nic nie wiadomo. Korzystając z tego, że jeszcze przez miesiąc będę miała pieniądze kupiłam sobie dekorację, której wprost nie mogłam sobie odmówić gdy tylko ją zobaczyłam. Zobaczcie jaki uroczy plakat (to jest taki blaszany):


<3


Lubię takie gadżeciki. 
Nie chcę Was zamęczać moimi lękami i niepewną przyszłością więc porozmawiajmy o jedzeniu :) Bo kto nie lubi dobrego jedzenia. A jak ja zaczynam myśleć o jedzeniu to pochłania mnie to bez reszty. Gdzieś ostatnio (wydaje mi się, że na Atelier Smaku) trafiłam na film z przepisem na spaghetti a'la Bolognese. Gdy jadłam jeszcze mięso nie lubiłam tej potrawy.





Makaron jest dla mnie sam w sobie tak idealnym daniem, że dodawanie tam mięsa było dla mnie zawsze bezsensowne i psuło smak. Ale powtarzając ten przepis w wersji wegańskiej okazuje się, że nie tylko jest to zjadliwe a wręcz pyszne!! Przystąpmy więc czym prędzej do przygotowania obiadu.

Składniki:

  • paczka dowolnego spaghetti
  • kartonik pomidorowej passaty
  • ćwierć małego selera
  • 1 pietruszka
  • 1 duża marchew
  • 1 cebula
  • pół szklanki granulatu sojowego
  • olej
  • przyprawy (ja dodałam pieprz, bazylię i czosnek)
  • wegański parmezan (opcjonalnie)
Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy granulat sojowy. Podsmażamy pilnując bardzo i często mieszając bo mi pierwszą porcję udało się przypalić i musiałam wyrzucić ;) Gdy już granulat jest podsmażony wrzucamy na patelnię marchewkę, seler, cebulę i pietruszkę. Oczywiście warzywa ścieramy najpierw na tarce, na grubych oczkach. Oprócz cebuli. Cebuli nie ścieramy tylko siekamy w kostkę :) Smażymy warzywa, dolewając co jakiś czas po trochu wody. Warzywa muszą się "udusić" i zmięknąć trochę. Dolewamy przecier pomidorowy i doprawiamy do smaku. Ja dodałam extra łyżkę sojonezu bo lubię zabielane sosy. Oczywiście nie jest to konieczne. Przyprawiamy i dusimy do momentu gdy warzywa będą już miękkie. Sos mieszamy z ugotowanym al dente makaronem.





Możemy posypać wegańskim parmezanem zrobionym z mielonych migdałów z płatkami drożdżowymi. Oczywiście to tylko dodatek, bez tego nasz makaron będzie również przepyszny :) 
Smacznego i trzymajcie się :)