piątek, 4 maja 2012

Wytłumaczenie?

Dzień dobry wszystkim.
Długi łikend już prawie za nami, majówka dobiega końca a ja siedzę chora w domu ;) Na szczęście nie męczy mnie gorączka ani katar ale straciłam za to głos. Generalnie nie jest najgorzej- grunt, że czuję się w miarę dobrze i mogę wychodzić na dwór. Choć pogoda dziś nie dopisuje, od rana pada deszcz. A ja dziś chciałabym przedstawić Wam pewną wspaniałą istotę. Jednak najpierw wprowadzenie. Notka będzie bardzo długa ale proszę, przeczytajcie ją..
Od kilku lat działam w Stowarzyszeniu, które zajmuje się pomocą porzuconym i skrzywdzonym przez ludzi rottweilerom. Około 5 lat temu dołączyłam do znanej Fundacji Rottka i pod ich skrzydłami zajmowałam się pomocą rottkom. Niestety finansowe przekręty, machlojki i oszustwa prezesowej fundacji oraz polityka owej fundacji (dążenie do wyadoptowania jak największej ilości psów bez względu komu i w jakie warunki- skandal!!) sprawiły, że około 2 lata temu odłączyłam się od owej fundacji (wielu wolontariuszy zrobiło to samo) i założyliśmy Stowarzyszenie Pomocy Rottweilerom Rott.pl Pod skrzydłami owego Stowarzyszenia działam do dziś. I z tym właśnie wiąże się historia bardzo kochanego psiaka- rottki Szili. Pięć lat temu Szila trafiła pod skrzydła fundacji Rottka. Była wielką, grubą suką, którą poprzedni dom porzucił bo cała rodzina wyjeżdżała do Anglii i chcieli ją z tego powodu uśpić. Fundacja Rottka przejęła suczkę, która w dzień przekazania jej wyglądała tak:


Niezły grubasek, prawda?
Szilka znalazła nowy dom za pośrednictwem Rottki. Nikt nie trudził się by zrobić wizytę przezadopcyjną by sprawdzić warunki w jakich suni przyjdzie mieszkać. O wizycie poadopcyjnej też nikt nie pomyślał (dla mnie to wręcz niepojęte..). Wszyscy się cieszyli, że kolejny pies znalazł dom i statystyki się nabijają.
9 kwietnia mój ukochany zadzwonił do mnie z pracy, że właśnie przywieziono do schroniska rottweilerkę w stanie skrajnego zagłodzenia, zaniedbaną i zdezorientowaną. Pies został zabrany w trakcie interwencji OTOZu w asyście policji gdyż stan w jakim pies się znajdował zagrażał jego życiu. Sunia była przywiązana do drzewa na pustym placu posesji, bez jedzenia ani picia z budą w koszmarnym stanie.. To zdjęcia z interwencji:




Po obejrzeniu suni zauważyłam, że ma brzuchu ogromnego wręcz guza (wielkości dwóch złożonych pięści) o gruzełkowatej strukturze.. Niestety tak wyglądają najczęściej nowotwory.. Wet potwierdził nasze obawy. Sunia prócz skrajnego wyniszczenia organizmu była zżerana przez nowotwór. Płuca na prześwietleniu okazały się wielkim ogniskiem nowotworu.. Doprowadzenie suczki do tego stanu musiało trwać minimum rok.. Po badaniu zapadł wyrok: Szilce zostało kilka tygodnie życia. Nie da się już nic zrobić. Już za późno..



Na stronie owej fundacji zawrzało- przecież to Szila!!! Nagle zaczęły się lamenty, że jak to się stało, jak można było być takim bydlakiem, jezus maria, olaboga!! Czytałam i nie wierzyłam. Nikt nie fatygował się by zrobić wizyty poadopcyjne.. A teraz lament i zgrzytanie zębami.. Fundacja postanowiła, że zabierze Szilę do siebie i poszuka jej nowego domu na dożycie. Absolutnie nie podobał mi się ten pomysł. Po długiej rozmowie z moim T. postanowiliśmy, że adoptujemy Szilkę by u nas spędziła ostatnie tygodnie swojego życia. Wyobraźcie sobie, że fundacja nie była zadowolona z tego faktu a jedna z wolontariuszek wypisywała na forach, że jestem złym człowiekiem i nie powinnam dostawać psa dlatego, że nie bałam się wyrazić głośno mojego zdania na temat tego jak fundacja dała ciała !! Bezczelność wolontariuszy fundacji wprawiła mnie w osłupienie.
Chciałabym tu zaznaczyć- absolutnie nie dyskredytuję całej fundacji. Wiem, że są tam ludzie, którzy ostatnie pieniądze oddaliby by ratować rottki. W innych województwach są wizyty przed i poadopcyjne. W naszym trochę ta sytuacja kuleje. Jestem zażenowana i rozgniewana poczynaniami Pomorskiej Fundacji Rottka. 
Przez takie postępowanie Szila przeszła gehennę. Była głodzona, bita i nie leczona. Co więcej, jeśli wierzyć plotkom, to Szila guza miała już półtora roku temu. Właściciel ponoć stwierdził, że nie będzie jeździł z psem do weterynarza i z pomocą znajomego sam odciął psu guza..
OTOZ postanowił wytoczyć właścicielom sprawę. Zgłosiłam chęć bycia oskarżycielem posiłkowym. Mam nadzieję, że się to uda. Wiem, że te zwyrodnialce nie dostaną żadnej kary, wyroku. Może jakąś drobną grzywnę 500 zł.. Zamierzam walczyć o sprawiedliwość i starać się doprowadzić do dotkliwego ukarania tych potworów.
Szilka jest najwspanialszym psem na świecie.. Jest cudowna, lgnie do ludzi, daje przy sobie robić absolutnie wszystko- mogę bez obaw wsadzić rękę do jej miski gdy je, mogę odebrać jej kość gdy ją obgryza. Weterynarza od razu zaczęła lizać po twarzy mimo, że widziała go pierwszy raz w życiu. Jej ogonek nieustannie chodzi z radości. Ciągle nim macha.. Pisząc tą notkę nie mogę przestać płakać.. Nie jestem osobą, która potrafi godzić się z takimi sytuacjami.. Bezsilność doprowadza mnie do rozpaczy, wściekłość, że przez ludzką głupotę i zaniedbanie tak wspaniała istota musi umrzeć o kilka lat za wcześnie..
Pod poprzednią notką ktoś napisał bym spojrzała na drugiego człowieka jak na zwierza i postarała się go polubić.. Tyle razy próbowałam i nie umiem.. :( Wiem, że nie każdy taki jest. Weganie i wegetarianie, mimo, że lewaki ;) to wspaniali ludzie. Poznałam mnóstwo wspaniałych osób na proteście w Skaryszewie. Nie przeszkadzało im, że jestem nacjonalistką. Mówili "przecież walczymy razem o coś co wszyscy kochamy więc poglądy się nie liczą". Strasznie mnie to wzruszyło. A potem pojawia się Szila, na fejsie info, że ktoś spalił żywcem psa dla zabawy, że ktoś przeciągnął amstaffka za samochodem dla zabawy, dla śmiechu..  I nie potrafię..

8 komentarzy:

  1. Boże jacy ludzie są popieprzeni!!Ty jako CZŁOWIEK chcesz się zająć psem a oni jeszcze mają pretensje i oceniają Cię po tym jak wyglądasz czy jakie masz poglądy polityczne..No nie wierze Polska stacza się z dnia na dzień..W ogóle wypisywanie na forach jak to im nie jest żal tych zwierząt kompletnie do mnie nie przemawia i zamiast pustych słów mogliby zrobić coś dla tych zwierząt..Nie no ale się zdenerwowałam..

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak napisałam- tam działają ludzie, którzy NAPRAWDĘ robią mnóstwo dobrego dla psów. Ale zdarzają się też tacy dla których statystyki i "nabicie sobie na konto jak najwięcej uratowanych psiaków" jest najważniejsze.. z takimi sytuacjami nie umiem się pogodzić i zostaje tylko ślepa wściekłość w sercu, że ze śmiercią nie umiem wygrać :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Należę do osób, które są bardzo wrażliwe na cierpienie zwierząt. Czasami myślę, że aż za bardzo, tzn. gdy czytam lub słyszę o takich właśnie historiach ryczę, mam doła i mam ochotę takich ludzi wystrzelić w kosmos albo zamknąć gdzieś i nigdy nie wypuszczać, po prostu niech znikną. Wiem, że nie mogę pomóc wszystkim zwierzętom, wiem, że tacy ludzie są i będą, ale cały czas mam nadzieję i wierzę, że może kiedyś coś się zmieni, że wreszcie ludzie zaczną traktować zwierzęta z szacunkiem a nie jak rzecz!
    Zawsze myślałam, że wszelkie stowarzyszenia, schroniska są po to żeby w jakiś sposób pomagać zwierzakom. A ostatnio coraz częściej dowiaduję się, że dużo jest właśnie takich historii, że ludzie tylko pod przykrywką pomocy zwierzętom tak naprawdę chcą tylko jak najlepiej dla siebie :(
    Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie jak Ty i inni, którzy nie boją się walczyć i głośno powiedzieć co myślą.

    "Przez takie postępowanie Szila przeszła gehennę. Była głodzona, bita i nie leczona. Co więcej, jeśli wierzyć plotkom, to Szila guza miała już półtora roku temu. Właściciel ponoć stwierdził, że nie będzie jeździł z psem do weterynarza i z pomocą znajomego sam odciął psu guza.."
    nawet ciężko cokolwiek napisać, biedna sunia, jak ludzie mogą być tak podli, czemu ten świat jest tak porąbany? :(

    Czy Szila jest wreszcie z Tobą? Bo chyba wreszcie mi umknęła ta informacja z tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, Szila jest u nas. Jej stan bardzo się poprawił- sierść się błyszczy, przytyła i nawet zaczęła biegać podczas spacerów. W następnej notce obiecuję, że wkleję jej zdjęcia :) I nadal zatrważa mnie stężenie bzdur, które wypisują wolontariusze na forum Pomorskiej Fundacji Rottka na jej temat.. Każdy kto wpisze w Google wyrażenie Pomorska Fundacja Rottka i odnajdzie temat z działu "W nowym domu" może sobie poczytać. Kłamstwa od A do Z.. Ręce opadają. Byleby tylko było ich na wierzchu..

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety tacy są ludzie :(
    Dobrze, że Szila jest z Wami. I mimo choroby będzie miała ciepły dom i kochających ludzi koło siebie :)
    Wygłaszcz ją ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje za to, że jesteś! Naprawdę, DZIĘKUJĘ!

    Popłakałam się czytając to, ale wierzę,że dzięki takim ludziom jak Ty wszystko będzie dobrze!

    Powiedz mi czy można jakoś współpracować z Twoim Stowarzyszeniem? Można jakoś pomóc?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala ręce mi opadają jak czytam to co piszesz. Dobrze, że sunia nie jest w schronisku, ale powiem Ci, że obrażasz ludzi, którzy robią super robotę. Ponadto, zapraszam na wizytę po adopcyjną bo mam sunię z ROTTa i od 2 lat nikt się nią nie interesuje? Po za tym Stowarzyszenie formalnie już nie istnieje

      Usuń
  7. Madziu wydaje mi się, że wyjaśniłaś tą kwestię już na forum rottweilerowym z Tośką więc naprawdę nie wiem po co piszesz i ślepo bronisz kogoś kto na to nie zasługuje :] Mojego zdania o fundacji nie zmienisz i takie zdanie mam nie tylko ja więc nie zawracaj sobie tym głowy. A skąd masz takie info, że Stowarzyszenie nie istnieje? To ciekawe czemu 20 marca został oficjalnie nadany w sądzie status Stowarzyszeniu teraz tylko czekamy na REGON i Stowarzyszenie na dzień dzisiejszy jest oficjalnie zarejestrowane w dokumentach :] Możesz sobie sprawdzić w internetowym spisie. Aha i polecam czytać wszystko co piszę a nie wybiórczo. Skończyłam dyskusję.

    OdpowiedzUsuń