poniedziałek, 17 września 2012

Zaniedbuję..

Siema drodzy czytelnicy :)
Zaniedbuję bloga koszmarnie. Jak zobaczyłam, że ostatni post jest napisany ponad miesiąc temu to aż mi się wstyd zrobiło. Obiecuję poprawę szczególnie, że od października będę miała czasu więcej. Jest to związane z moim awansem w pracy a co za tym idzie zmiany godzin, w których będę pracować. Teraz mój dzień pracy będzie się kończył ZAWSZE o 16 a nie tak jak dotychczas- raz do 16, raz do 20, raz do 18 a jeszcze innym razem do 17. Tryb życia mi się ureguluje, a co za tym idzie wszystko się polepszy. Co u mnie? Wszystko ma się ku lepszemu. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie radzę sobie z całym tym stresem związanym z pracą, śmiercią przyjaciela, członka rodziny i za namową lekarza pierwszego kontaktu udałam się psychiatry. Brzmi może troszkę przerażająco ale dostałam tabletki, które znacznie poprawiły mi nastrój. Jest mi lepiej. Czuję nadal ból i tęsknotę ale nie wybucham już płaczem w autobusie za każdym razem jak widzę motocyklistę. Ustąpiły codzienne nerwobóle. Jest lepiej.
W przyszłym roku szykuje się nam kolejny członek załogi w postaci rottweilerowatego berbecia :) Będziecie więc zasypywani zdjęciami małej czarnej bestii o wdzięcznym imieniu Zagryź :D Zastanawiamy się też nad Nazgulem ale Zagryź to mój faworyt na chwilę obecną. Od razu mówię: nasz pies nie będzie rottkiem, którym będę nadrabiać coś. Mój rottek będzie miał charakter labradora, który w razie niebezpieczeństwa stanie w obronie swoich właścicieli. Zamierzamy go szkolić i łamać stereotyp psa mordercy. Marzę o zrównoważonym i stabilnym psychicznie psie, który da się pogłaskać każdemu. O takim, który nie tknie osoby, która będzie mnie szarpać albo popychać póki nie dam mu znaku. Na pewno będę chciała ukończyć z nim kurs psa obronnego. Będę się czuła bezpieczniej chodząc wieczorami na spacery z kimś kto w razie czego obroni mnie przed ewentualnym napastnikiem.


Już nie mogę się malucha doczekać :)
Ale żeby nie odbiegać od tematu bloga to obowiązkowo dodaję przepis. sezon na kurki chyba już się kończy (nigdy nie wiem kiedy się zaczyna a kiedy kończy sezon na dane warzywa/ grzyby) a przepis mam w schowku już od zeszłego roku więc najwyższy czas go podać. Nie będzie to nic zaskakującego, ot kurki w śmietanie. Zrobiłam dwie próby: jedną ze śmietaną owsianą firmy Oatley z kartonika, taką jak tu:


Jej smak mnie powala: kremowa, gładka i bardzo delikatna w smaku. Czuć delikatny owsiany posmak ale uważam, że to nawet jej plus smakowy i jest naprawdę rewelacyjna. Drugą porcję zrobiłam ze śmietaną słonecznikową z przepisu Matki Weganki- przepis o tu: KLIK 
Potrzebujemy:

  • tyle kurek ile chcemy zjeść albo tyle ile mamy pod ręką ;)
  • śmietankę (dowolna, sojowa, owsiana, słonecznikowa as U wish)
  • cebulę
  • czosnek
  • olej
  • sól
  • pieprz
  • makaron
Kurki dokładnie czyścimy a świetny na to sposób znalazłam tu: CZYSZCZENIE KUREK a potem gotujemy aż ciut zmiękną. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę i czosnek (czosnek oczywiście dodajemy później, żeby nie zgorzkniał). Dorzucamy kurki i solimy. Kurki puszczą sporo soku więc odparowujemy sok i dusimy w nim jednocześnie kurki. Gdy zredukujemy już sok kurkowy prawie do zera zalewamy grzyby wybraną śmietaną i tak pysznymi kurkami polewamy ugotowany w międzyczasie makaron lub jemy z pieczywem. Polecam :) Zajadaliśmy się tym przez 3 dni.



Mi osobiście bardziej pasował smak kurek ze śmietanką owsianą. Śmietana słonecznikowa ma bardzo wyrazisty, pikantny smak, który całkowicie zdominował delikatne kurki. Ale to moja opinia, może Wam zasmakują słonecznikowe kurki :)
Smacznego.

P.S. Dziś muzycznie smutno i nastrojowo ale ten kawałek ostatnio daje mi siłę i nadzieję..






12 komentarzy:

  1. Fajnie, że powoli wracasz :) Przepis wygląda smakowicie. A Zagryź to zdecydowanie najlepsze imię jakie ostatnio słyszałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do imienia to dokładnie to samo powtarzam mojemu facetowi a on absolutnie nie chce się zgodzić na to imię ;) Marudzi, że chcemy łamać stereotypy psa mordercy nadając mu imię Zagryź. Chociaż jakby się zastanowić może to rodzić pewne "zabawne" sytuacje. Np. idąc z nim po ulicy mijałabym starszą babcię idącą z yorkiem. Chcąc przywołać go do nogi powiedziałabym obojętnie "Zagryź". Widzisz reakcję tej babci? ;) Zobaczymy na czym w końcu stanie.
    P.S. Mój dziadek był myśliwym (tfu!!) i miał dwa jamniki, które wabiły się Ugryź i Uduś. Stąd ten pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zagryź to super imię ;D chociaż najfajniej by to wyglądało w przypadku jakiegoś kanapowego pluszaka, idziesz na spacer wołasz "zagryź" wszyscy sztywnieją ze strachu a tu wybiega puszysta kulka :P
    jechałam wczoraj pociągiem z amstaffem, był cudowny, mądry i grzeczny, i dodatkowym plusem (co zauwazyła jedna z współpasażerek) był luz w przedziale bo ludzie boją się wejść :D a ja właśnie dlatego wybrałam ten przedział bo piesek był ;)
    tylko konduktor przyszedł i kazał biedakowi siedzieć na podłodze i w kagańcu :/ to nawet nie było wygodne dla innch pasażerów bo zajmował całą podłogę, nie dłąo sie nóg wyprostowac żeby psa nie kopnąć, a jak siedział na siedzeniu na kocyku to nikomu nie przeszkadzał. tak sobie myslę, że nieraz wsiadzie jakiś śmierdzący dziad, otworzy piwo, chucha na wszystkich, pierdoli jakieś głupoty i trzeba znosić jego towarzystwo a bogu ducha winny pies siedzi to zaraz się krzywo patrzą. albo jak bahor drze ryja to też ok. w dodatku jak staliśmy na stacji to słyszeliśmy jak rozmawia konduktor przez krótkofalówkę że w innym przedziale jedzie dziewczyna z kotem i kot chodzi po przedziale, wskoczył jakiejś babci na kolana i wielka obraza, trzeba ją wyrzucić na następnej stacji. nie wiem czy faktycznie tego nie zrobili, współpasażerka mówiła ze widziała przez okno jak ktoś z kotem szedł. taki tam szowinizm gatunkowy w podróży ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie osobiście imię Zagryź się nie podoba, ale to oczywiście moje zdanie ;) Jeszcze może tak jak pisze zagubiony omułek przy takim kanapowcu to tak, ale jest i tak tyle lepszych imion ;) Już się nie mogę doczekać zdjęć psiaka :D
    Śmietanę owsianą tej firmy uwielbiam. Jedna z lepszych jakie jadłam.

    OdpowiedzUsuń
  5. emka- mojemu facetowi też się nie podoba ale ja mam w głowie świetną szatańską wizję ;> Mieszkamy na obrzeżach miasta i nasz dom otoczony jest naprawdę ogromnymi zielonymi polanami. Często w lecie rozkładają się tam ludzie na kocykach. I już widzę tą scenę gdy spuszczam psa ze smyczy a on zauważywszy ludzi biegnie jak szalony w ich stronę, żeby się przywitać bo będzie kochanym miziakiem. A ja biegnę za nim i drę się "Zagryź!!! Zagryź!!!" Chyba będę biec ze stoperem i mierzyć czas jak szybko Ci ludzie będą zwijać kocyki :D Ale co do imienia jeszcze zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo! Gratuluje awansu! Super!
    A imię dla psiaka, genialne! :D Już widzę miny ludzi jak go wołasz :D
    Co do kurek to przepis wygląda smakowicie :) Muszę go spróbować, bo zawsze robiłam mieszankę grzybów i robiłam z nich tarte grzybową :)

    pozdrawiam
    Beata :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się z Twojego powrotu :)
    Wiem jak ciężko jest walczyć ze stresem, nie mówiąc już o śmierci...Mamy podobną sytuację. Trzymam kciuki żeby wszystko się u Ciebie ułożyło.
    Czekam też na kolejne przepisy i popieram we wszystkich akcjach związanych ze zwierzętami :)
    MS

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajne przepisy i bardzo pozytywny blog! Na pewno będę tu zaglądać! Jedne czego można by się uczepić to zdjęcia, które są ciemne, a jedzenie, czy talerze i miski trochę ucięte i mogły by być inaczej pokazane, ale to już takie czepianie. W końcu to blog o gotowaniu, a nie fotografa o fotografii :) pozdr

    OdpowiedzUsuń
  9. tak à propos Twojego śp. przyjaciela https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/228899_231813976946097_910635433_n.jpg

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy... Dziękuję Ci za tego linka.. Wycisnął mi łzy z oczu. Dziękuję. To podnosi na duchu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam muzykę Grubsona.

    OdpowiedzUsuń