sobota, 22 grudnia 2012

I znowu jak co roku..

Właśnie.. Święta. Przeżyliśmy kolejny już koniec świata więc teraz czas na coś równie stresującego. Przynajmniej dla mnie. Od około 2 tygodni trwają już nerwowe kłótnie, gdzie, do kogo, z kim, na ile i jak.. Nie jestem fanką świąt. Od kiedy przestałam być dzieckiem jest to dla mnie raczej średnio fajny obowiązek. Niby można spotkać się z rodziną ale.. Ten rok był szczególnie chujowy. Śmierć mojego przyjaciela, wujka, psa, strata pracy, depresja.. Trochę tego było nawet jak na taką twardodupną, złą skinówę jak ja ;) Jak patrzę na nas to bardzo się wszyscy zmieniliśmy. Moje chłopaki (ukochany i współlokator) przestali jeść mięso i z ostrożnie próbujących moje potrawy stali się zagorzałymi aktywistami za co wielki buziak chłopaki :). Staliśmy się ciut bardziej liberalni. Ogólnie- starzejemy się ;) Ale jest dobrze. Jesteśmy razem, kochamy się, tworzymy wspaniale dobrane trio najlepszych przyjaciół, mamy wspaniale zwierzaki, dach nad głową i smaczne jedzenie. Jak dla mnie może być.
Nie ulegnę presji świątecznych przepisów jak 95% blogerek i blogerów :) Może po świętach wrzucę jakiś przepis na pasztet albo cokolwiek innego. Pisząc tą notkę czekam własnie aż ostygnie gar zielonej soczewki na pasztet soczewicowo- pieczarkowo- chlebowy. To moja wariacja sklecona z kilku różnych przepisów, zobaczymy co z tego wyjdzie. To czym chciałabym się z Wami dziś podzielić to (werble)... wegański kawior :) Tak, właśnie. Pewnie większość z Was już go widziała/ próbowała. Ja nie i był dla mnie sporym zaskoczeniem. Moi rodzice będąc w IKEI zobaczyli właśnie rzeczony kawior na półeczce w dziale z żywnością. Postanowili kupić mi go bo pamiętają jak bardzo lubiłam kawior gdy jadłam jeszcze mięso i jajka. Muszę przyznać, że byłam naprawdę pod wrażeniem. Ale po kolei.
Słoiczek jest malutki. Jak widać na załączonym obrazku zawiera 85 gramów kuleczek zrobionych z wodorostów :) Na połówkę bułki zużywałam mniej więcej łyżeczkę od herbaty i starczyło mi to na około 8 bułek. Czyli prawie tydzień śniadań.


Takowy słoiczek kosztuje 6,99 zł. Drogo ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić na taki rarytas. Ja zjadłam jak zwykłam to robić- pokropiony sokiem z cytryny i posolony. W smaku bardzo nieznacznie różni się od kawioru rybnego jest jedynie mniej słony. Struktura i wygląd są przerażająco identyczne jak przy tym z ryby.



A tak prezentuje się na żytniej bułce:


Wiem, że jest jeszcze wersja w puszce, gramatura dwukrotnie większa i wiem również, że dostanę go na święta od rodziców ;) Wtedy spiszę Wam dokładny skład bo ze słoiczka zapomniałam spisać. 
I jeszcze jedna rzecz- bardzo rozbawiła nas gra wymyślona przez portal Otwarte Klatki. To wegańskie bingo :D Zasady i planszę macie tu, o tu właśnie: Karnizm w natarciu- BINGO   Gorąco polecam, zabawne i jeżeli czyjejś rodzinie jeszcze nie znudziły się wiecznie te same pytania to szybko można wygrać ;) 
A teraz wybaczcie- spadam mielić soczewicę na mój pasztetowy eksperyment i zostawiam Was ze zdjęciem naszego najukochańszego synusia w odsłonie zimowej ;)



6 komentarzy:

  1. Muszę się koniecznie zaopatrzyć przy najbliższej wizycie w Ikei :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Was za przygarnięcie synusia!!! :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rety :O Jeszcze nigdy takiego nie widziałam, znam tylko wegański kawior z kuchni molekularnej :O Dzięki za wpis :D

    OdpowiedzUsuń
  4. a synuś może z Astków? bo z urody podobny do mojej psicy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasia- uważam, że warto. Zawsze to jakieś "wydziwienie" ;)
    Trzydziestoletnia panna bez dziecka- my siebie czasami nie lubimy za nieustanne przygarnianie, zbieranie, dobieranie coraz to nowych bidulów i znajd ;) Ale wszystkie je kochamy :)
    lilias- Hansik to mieszanka amstaffa z dogo canaraio :) Wzięty z Fundacji AST :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam po odbiór nominacji :)
    http://vegejustyna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń