sobota, 21 grudnia 2013

Paszteciki idealne do Wigilijnego barszczu i motywator.

Witajcie kochani!!
Wybaczcie mi proszę brak odzewu przez prawie miesiąc.. Przeżywałam. I potrzebowałam czasu, żeby się pozbierać.. Przeżyłam pewną stratę. Dla mnie dużą. Ale po kolei. Jakiś czas temu oddałam swojego starego, uszkodzonego kompa do informatyka by zgrał mi z dysku dane na dysk zewnętrzny. Po odebraniu sprzętu okazało się, że informatyk uszkodził mój dysk zewnętrzny. Wyparł się wszystkiego i zrzucił winę na mnie.. Nie będę tego komentować bo ja akurat jestem osobą, która przegina jeśli chodzi o uważanie na sprzęty (dysk zewnętrzny przy przenoszeniu owijam w kawałek grubej kołdry i materiałową siatkę, żeby przypadkiem go nie uszkodzić). Musiałam oddać dysk do osoby, która zajmuje się odzyskiwaniem danych. Na tym dysku było wszystko co miałam. Kilkanaście tysięcy moich zdjęć. Tych najlepszych, ukochanych przeze mnie, tych z których byłam najbardziej dumna. Pięć lat mojego focenia. Wiele z tych zdjęć zostało wykonanych w miejscach, których już nie ma bo zostały zburzone. Były tam też moje ukochane psy, które już odeszły.. Okazało się, że dane są bardzo uszkodzone.. Udało się odzyskać zaledwie tysiąc zdjęć spośród kilkunastu tysięcy. Wróciłam tego wieczoru do domu, usiadłam na krześle w kuchni i po prostu zaczęłam płakać. To okropne uczucie gdy wiesz, że straciłeś bezpowrotnie coś co pozwalało Ci pamiętać o miejscach, osobach, zwierzakach, które kochałeś a których już nie ma. Paskudne uczucie.. Straciłam na 3 tygodnie zapał do zdjęć. Jakoś nie chciało mi się aparatu brać do ręki w ogóle. Ale może tak miało być? Może właśnie to miało mnie popchnąć do wzięcia się w garść i decyzji o zrobieniu nowych, lepszych, piękniejszych i bardziej profesjonalnych zdjęć? Postanowiłam, że za tydzień udam się na zakupy i kupię profesjonalne, studyjne oświetlenie, tła i statywy i zacznę "na poważnie". Nauczę się i będę robić lepsze zdjęcia niż te, które straciłam. Bo może ta strata miała mi dać właśnie takiego kopa. Bo tak wolę o tym myśleć- nie chcę żeby utrata tych zdjęć tak po prostu poszła na marne.
Koniec biadolenia. Zbliżają się święta więc może przyda Wami się przepis na rewelacyjne paszteciki z soczewicą. Znajomi, którzy nie wiedzieli, że sama je robiłam byli pewni, że są z mięsem i nie chcieli uwierzyć , że w środku nie ma zwierzęcych zwłok. Przepis zgapiłam od znajomej z jej wegańskiego fejsbukowego albumu (dziękuję Nin :) ). Trochę jednak je zmodyfikowałam.

Składniki:

  • 2,5 szklanki mąki
  • 1/3 szklanki oleju
  • pół paczki świeżych drożdży
  • 1 szklanka mleka sojowego
  • szczypta soli
  • szczypta cukru

Drożdże rozpuszczamy w 1/2 szklanki ciepłego mleka z łyżką mąki o cukru. Mieszamy resztę mleka z olejem i dodajemy do mąki i zaczynu drożdżowego. Wyrabiamy elastyczne ciasto i odstawiamy je do wyrośnięcia. 
Teraz farsz. 

  • 1 szklanka zielonej soczewicy ugotowanej do miękkości
  • 1 duża podsmażona cebula
  • 5 deko podsmażonych pieczarek
  • 2 ząbki podsmażonego przez chwilkę czosnku
  • 2 ugotowane ziemniaki
  • przyprawy (ja użyłam Vegety bez chemii i kolorowego pieprzu)
  • 1/2 do 3/4 szklanki bułki tartej
Wszystko dokładnie miksujemy, doprawiamy według własnego gustu i smaku i jeśli trzeba to zagęszczamy bułką tartą. 
Z ciasta formujemy długi placek, nakładamy farsz i zawijamy. Gotowy pasztecikowy rulon kroimy na kawałki i przekładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy aż do zrumienienia. Są naprawdę przepyszne i cudowne!! Idealne do barszczu.






A na deser mój ukochany synuś, wegetarianin i do tego meloman :) <3

video

8 komentarzy:

  1. Alutko, szklanka soczewicy przed ugotowaniem czy już ugotowanej?

    Taki farsz udający mięsny smak jest świetny, można z nim zrobić np. pyzy, cepeliny, pierogi, krokiety, lazanię i pewnie jeszcze milion innych pyszności:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już ugotowanej :) A nawet jak dasz więcej to się nic nie stanie- tak jak napisałaś farsz jest tak pyszny, że można go jeść nawet na kanapce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam się ograniczać w te święta, ale chyba mi się nie uda. Paszteciki zapowiadają się rewelacyjnie, na pewno wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszą być naprawdę super! Uwielbiam takie rzeczy, me gusta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawi mnie, czy to ciasto jest miekkie czy raczej twardawe.. szukam miękkiego ciasta drożdżowego do cebularzy - miękka drożdżowa buła z podsmażoną cebulką na wierzchu.

    Bardzo dobrze Cię rozumiem, wiem jak to jest przeżyć taką utratę waznych danych:( do tej pory mam schowany głęboko mój zepsuty dysk, pełen wspomnień z 'dawnych żyć'... mam nadzieję, że kiedyś technika pójdzie naprzód i uda się je odzyskać. Nie pozbywaj się swojego zepsutego dysku:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. dzięki za patent, paszteciki to jest to co kocham- i na bank stestuję ;) a Waluś meloman genialny! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. zrobiłam paszteciki na moją imprezę urodzinową- co prawda farsz mi wylazł trochę bokami, ale nic to! Pyszne były :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, nominowałam Twój blog do Liebster Award ;>
    Jeśli masz ochotę wziąć udział w tej zabawie zajrzyj tutaj:
    http://weganizmdomowy.blogspot.com/2014/01/liebster-award.html

    Pozdrawiam!
    Eli :)

    OdpowiedzUsuń