Dziś notka będzie krótka i na temat. Nie ma ani siły ani nastroju, żeby się rozpisywać o czymkolwiek. Uspokajam- Waluś żyje i czuje się dobrze jak śmiertelną chorobę. Akurat mój zły humor spowodowany jest czym innym. Ale do rzeczy. Wielkanoc już dawno za nami. W tym roku po raz pierwszy w życiu przygotowałam żurek i upiekłam pierwszą w życiu babkę drożdżową. Babka w mojej rodzinie to synonim dobrej gospodyni. Pamiętam, że co roku moja mama, babcia i ciocia piekły babki drożdżowe na święta. I tylko babci i mamie wychodziły one a ciotka zawsze wyprodukowała zakalec lub babka była surowa w środku. Raz jednak udało się ciotce zrobić idealną babkę, wspaniałą, puszystą i wysoką. Jednak gdy przenosiła ją z talerza na paterę by polukrować ciasto babka spadła na podłogę i nic z niej nie zostało. Więc szczególnie się cieszyłam gdy moja baba okazała się ciastem wręcz idealnym.
BTW- moja ciotka jest tak kulinarnie zwyrodniała, że wiecie jak je babkę drożdżową??? Odkraja kawałek i z namaszczeniem smaruje babkę grubą warstwą... majonezu (tak, dobrze czytacie) i potem kładzie na to plaster lub dwa szynki.. Kiedyś jak byłam mała i jadłam mięso dałam się namówić na spróbowanie tego sposobu. Po pierwszy kęsie pobiegłam do łazienki umyć zęby dwa razy a ten paskudny smak prześladował mnie do końca świąt.
Co do przepisu na babkę posłużyłam się tym z biuletynu kulinarnego Jak One to znoszą?? wydanego w ramach kampanii Otwarte Klatki. Naprawdę polecam ten biuletyn- duuużo ciekawych przepisów. Stamtąd też jest moja babka.
Natomiast żur zrobiłam opierając się na przepisie najpyszniejszej zupy mojej mamy. Niestety napakowanej mięsem, jajkami i śmietaną ale udało mi się zrobić zupę niezwykle podobną w smaku. Zaniosłam słoik moim rodzicom na święta i byli zachwyceni tym jak doskonale można podrobić smak mięsa wegańskimi zamiennikami. Tak więc żur wyglądał następująco (nie robiłam sama zakwasu, posłużyłam się kupnym):
- ugotowałam 4 litry rosołu warzywnego
- do tego dolałam 2 butelki zakwasu na żur (jedna butelka na 2- 2,5 litra wywaru)
- dolałam około 400 ml mleka sojowego
- pokroiłam 6 dużych marchewek ugotowanych w rosole
- dodałam paczkę podgotowanych i trochę podsmażonych białych kiełbas sojowych Polsoja
- wrzuciłam drobno posiekaną kostkę tofu wędzonego podsmażonego na chrupko na odrobinie oleju
- do gara trafił też kilogram pokrojonych w kostkę i ugotowanych osobno ziemniaków
- wsypałam duuuuuuużo majeranku
- duuuuuużo zgniecionego czosnku
- cukier (bo mój żur wyszedł bardzo kwaśny)
- sól
- świeżo zmielony pieprz
Zupa mistrz. Fakt faktem, że trochę drogo wyszło przygotowanie jej z tylu składników ale w końcu święta.
Na święta kot również postanowił zrobić mi prezent i udawał psa. Kot niestety nie mój. Sąsiadów, którzy się nim za bardzo nie zajmują. A szkoda bo kot jest przemistrz.



konkret baba, ja też zrobiłam żurek z sojowymi parówami i był doobry, zjadłam sama cały gar :D uszy do góry, cokolwiek by nie było!
OdpowiedzUsuńJa też robię z polsojowymi parówkami wędzonymi (podsmażonymi); Fajnie też smakuje z podsmażonym wędzonym tofu.
Usuńwiem, że jest lato i trzeba świeże warzywa, ale fantazjuję o takim żurku ;-)
UsuńNawiązując do komentarza, shg ale akurat nacjonalistka ;) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńNie prawda :P To za piękne, żeby mogło być prawdziwe :D
UsuńA jednak kochana, a jednak. Nacjonalistka ze świeżo ogoloną małpą :D Trochę słaby dowód ale zerknij na awatar na moim asku, może uwierzysz :P
Usuń