czwartek, 18 sierpnia 2011

Żyję!! Same dobre wieści.


Witam po bardzo długiej przerwie. Nie było mnie ponad 2 miesiące. Każdego dnia obiecałam sobie, że w końcu wezmę się do pisania notki ale zawsze nagle wyskakiwało COŚ, KTOŚ, GDZIEŚ co uniemożliwiało mi wykonanie założenia. Ale po krótce- żyję, mam się lepiej niż kiedykolwiek i czuję, że nadchodzą bardzo dynamiczne i pozytywne zmiany. Miłość kwitnie, mimo że jesteśmy ze sobą ponad 2,5 roku to czuję się coraz bardziej zakochana. Z pracą coraz lepiej. W firmie ogłoszono konkurs na zmianę stanowiska. Nagrodą jest oczywiście awans. Zgłosiłam się, konkurs trwa do końca sierpnia. Na tą chwilę wykosiłam wszystkich rywali i wyrwałam się tak mocno na prowadzenie, że wygraną mam w kieszeni. A zamierzam jeszcze bardziej się spiąć w drugiej połowie sierpnia. Już nie mogę się doczekać wygranej :) Niby nie mówi się hop zanim się nie skoczy ale w tym przypadku jestem więcej niż pewna, że wygram. A wygranie oznacza spełnienie moich marzeń i przejście do zespołu, o którym marzę od dawna. Z mieszkaniem sprawa ma się jeszcze lepiej. Od października przeprowadzamy się do ogromnego,3 pokojowego, luksusowo urzadzonego mieszkania, większego od naszego obecnego o jakieś 50 metrów i tańszego miesięcznie o 200 zł od klitki, w której obecnie mieszkamy. Co więcej mieszkanie to jest piwnicą domku jednorodzinnego mojej serdecznej koleżanki, z którą teraz będę miała czas na ploty codziennie :) A domek jest połozony za miastem praktycznie na środku pola. Czego ja mam chcieć więcej? Jeśli chodzi o zwierzaki to też wszystko ma się ku lepszemu. Półtora miesiąca temu mój ukochany wrócił z pracy i oznajmił, że w schronisku jest do adopcji szczur, samiec, którego jakaś pani wyrwała grupce dzieci w piaskownicy, które znęcały się nad nim. No to co innego mogliśmy zrobić jak nie zabrać biedaka do siebie. Okazało się, że szczuras jest bardzo stary i bardzo chory. Musiał długo błąkać się po osiedlu (ktoś go wyrzucił? Nie wiem kto mógłby być takim idiotą, żeby wyrzucić tak nieprawdopodobnie kochanego zwierzaka) bo skóra na nim wisiała. Widać było, że wcześniej był bardzo gruby a potem gwałtownie schudł. Poza tym miał bardzo ostre zapalenie płuc- do tego stopnia rozwinięte, że spora część płuc obumarła już na zawsze. Do tego stare, źle wygojone złamanie tylnej łapki i zwichnięcie kręgu kręgosłupa.. Na leczenie smroda wydaliśmy ogromne pieniądze.. Naprawdę nie wiedziałam, że leczenie szczurasa może pochłonąć kilkaset złotych. Potem okazało się, że w schronisku zaszytu mu ranę z brudem i bakteriami i 2 tygodnie potem zrobił się mu ropień, który trzeba było wyciskać trzy dni z rzędu i przemywać.. Boże jak on przy tym kwiczał.. Jakby ktoś go ze skóry obdzierał.. Ale ani razu nawet przy najboleśniejszych zabiegach nie ugryzł ani weta ani żadnego z nas. Lumpek- bo tak go nazwaliśmy, okazał się najukochańszym szczurem świata. Tak miziastego, przytulaśnego i kochanego szczura jeszcze nigdy nie miałam. Jest wręcz obłędny. Potrafi godzinami leżec bez ruchu na kolanach i tylko domagać się głaskania. No i uwielbia leżeć na poduszkach ;) A oto i Lumpek.


Za kilka dni opiszę kolejny element stada, który do nas zawitał bardzo niedawno. No i obiecuję, że dodam jakiś przepis. Pozdrawiam!!  

4 komentarze:

  1. biedactwo! ale dorodny jest i śliczny :) wygląda zresztą jak mój ukochany szczurek, łatka w łatkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, uwielbiam gryzonie! Są cudne...
    Gratuluję wychodzenia na prostą, rozwiązywania problemów :).
    I Zdrowia życzę Lumpkowi, urocze imię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No Lumpek to jest kurcze Dżo Bolero prawdziwy ;)

    OdpowiedzUsuń