sobota, 10 marca 2012

......

Mój facet rzadko kiedy przywiązuje się do schroniskowych psów. Podczas półtora rocznej pracy w schronie miał tylko jednego ulubieńca. Ślepego na jedno oko kundelka, który w końcu znalazł kochający dom. On wie, że musi rozgraniczać pracę z uczuciami. W ogóle rzadko kiedy okazuje szczególnie wylewne uczucia wobec zwierzaków. Kocha je, to oczywiste ale na swój sposób i nie często ma jakiegoś ulubieńca. Ale niedawno pojawił się drugi pies, którego w jakiś tam sobie sposób pokochał. Kundelek o imieniu Murzyn. Śmiał się, że to pierwszy Murzyn jakiego polubił. Heh.. Murzyn przyszedł do schroniska w kolczatce i pierwszy tydzień siedział w boksie w tej kolczatce bo nikomu nie dawał do siebie podejść. W końcu, nie wiem jak, ale Murzyn dał mu do siebie podejść, ba, nawet ściągnąć kolczatkę. Od tego czasu mój facet zaprzyjaźnił się z nim. Przekonał pracowników schronu, że nie jest to pies agresywny i nadaje się adopcji. Opowiadał mi o nim dużo i mówił, że koniecznie muszę przyjść i go poznać. Ja ciągle nie miałam czasu, odkładałam wizytę.. Dziś mój facet zadzwonił do mnie i powiedział, że zdecydowali z pracownikiem przenieść Murzyna z pojedynczego boksu na wybieg z kilkoma psami. Wcześniej świetnie się z innymi psiakami dogadywał. W nowym boksie nie było żadnych spin. Po kilku godzinach, pod koniec pracy mój TŻ wszedł jeszcze do tego boksu przytulić psiaka na do widzenia. Po godzinie dostał telefon, że psy rzuciły się na Murzyna i rozszarpały go..
Nosz kurwa mać, tak mi źle.. Ciągle nie miałam czasu.. Kurwa... Tak mi koszmarnie źle.. ;(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz