Tak jak obiecałam- starałam się ogarnąć. Udaj mi się to powoli, z moim chłopakami w domu trudno się nie śmiać. Starają się bardzo, żeby mnie pocieszać robiąc ciągle coś strasznie głupiego i śmiesznego. Czasami tylko jeszcze dopada mnie niekontrolowany szloch wieczorami gdy znowu sobie przypomnę, że straciłam na zawsze ukochanego przyjaciela..
Dodatkowo w tym tygodniu chyba będziemy musieli pomóc odejść naszej Szilce. Nie chce już wychodzić na spacery, załatwia się w domu, ślini mocno i prawie w ogóle nie wstaje. Dziś miała bardzo silny atak padaczki. Co prawda dostała już leki od weterynarza (w trakcie ataku mój facet był akurat u weta więc od razu wziął dla niej leki) ale ja dostałam prawie ataku serca ze strachu. Może to dla Was kontrowersyjne i okrutne ale ja wolę chyba pomóc jej zasnąć w momencie jak ona się jeszcze w miarę dobrze czuje niż gdyby miała się nam np. w środku nocy udusić albo wyć z bólu.. Sama nie wiem. Te decyzje są najgorsze i potrafią skutecznie wyleczyć na jakiś czas z chęci posiadania zwierzaków..
Co do posiadania zwierzaków- w tym miesiącu trafi do nas kolejny, piąty już szczuras. Do oddania na forum znalazłam wymarzonego czarnego szczura. A gratisowo jest to odmiana rex więc tym bardziej mnie to ucieszyło.
Na poprawienie humoru rozciągam sobie uszy z 16 mm do 20mm. Jedno ucho już rozciągnięte.
Postanowiłam również do tej notki dodać przepis. Chociaż wydaje mi się to trochę niestosowne, żeby pisać o gotowaniu i usypianiu swojego psa. Jednak nie chcę Was zadręczać ciągle moimi smutkami. Tak więc podaję przepis na pesto z liści rzodkiewki, które znalazłam tu Vegan Nerd zmodyfikowałam tylko i nie dodawałam cieciorki tylko oliwki. Okazuje się, że z czegoś co ludzie najczęściej wyrzucają można zrobić najpyszniejszy sos do makaronu jaki w życiu jadłam. Polecam Wam go gorąco. Zabulić trzeba tylko za orzechy bo one kosztują około 4 zł.
Składniki:
- liście z pęczka lub dwóch rzodkiewek (ze świeżymi jędrnymi liśćmi)
- garść orzechów włoskich
- 2 ząbki czosnku
- olej
- 4- 5 świeżych rzodkiewek
- sól
- pieprz
- oliwki
Do blendera wrzucamy umyte liście z rzodkiewek, orzechy, czosnek, rzodkiewki, dodajemy sól i pieprz i wlewamy olej. Miksujemy aż do uzyskania gładkiej konsystencji. gotujemy makaron. Pod koniec gotowania odlewamy po 6 łyżek wody z gotowania makaronu na porcję. Mieszamy pesto i wodę z gotowania z ugotowanym makaronem i dodajemy pokrojone oliwki. Pycha!!!
A tu kolejne etapy przygotowywania pesto.
EDIT:
Przed chwilą T. pojechał do weterynarza.. Szilka miała 2 bardzo silne ataki padaczki. Już jej z nami nie ma. Strasznie mi przykro..
przykro z powodu Szilki :( ja zawsze jestem zdania że lepiej dzień wczesniej, niż dzień za późno.
OdpowiedzUsuńja dzisiaj musiałam pomóc odejść Kaszance i nie dość, że samo w sobie było to cięzkie to jeszcze wetka taki zastrzyk jej dowaliła, że z bólu mnie pogryzła :(
Tak mi przykro :( Zrobiliście co było w Waszej mocy, żeby miała cudowne życie, albo chociaż jego część. Przed miesiącem uśpiłam swoją bullterrierkę i wiem jaki to ból, ale wiem też, że gdybym ją trzymała przy życiu to byłoby to tylko z egoistycznych pobudek. Ściskam Cię mocno, nawet jeśli tylko wirtualnie.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBardzo Ci wspolczuje! Oby ta zla passa juz sie dla Ciebie skonczyla!
Usuń:(
OdpowiedzUsuńNiech pozdrowi moje ukochane psiny po drugiej stronie tęczy...
chciałabym coś ładnego napisać, ale ojej...dupowato :( :(
OdpowiedzUsuńOgromnie współczuję :( ech tyle nieszczęść. Mam nadzieję, że teraz będzie coraz lepiej...
OdpowiedzUsuńPrzykro mi z powodu psiaka :( Ja mam swoją Mikusię i jak sobie wyobraze zeby jej juz nie bylo na swiecie - to okropnosc ! Dlatego wyobrazam sobie jak sie czujesz !
OdpowiedzUsuń