niedziela, 11 listopada 2012

Polskie pyry na Niepodległość ;)

Internet w całej swej łaskawości powrócił na moją wioseczkę :) Przez 6 dni byliśmy odcięci od tego narzędzia szatana jaką jest sieć i przez ten czas miałam kilka chwil, żeby w spokoju pogotować i pomyśleć nad wieloma rzeczami. Wieczory upływały nam na porywających dyskusjach a nie oglądaniu naszego ukochanego serialu "The Walking Dead" (obejrzyjcie koniecznie, urywa dupę!!). Graliśmy w Scrabble. Gotowaliśmy. I muszę się pochwalić :) Udało nam się namówić naszego przyjaciela i jednocześnie współlokatora na wegetarianizm!!! Kolejny zły skinhead przeszedł na jasną stronę mocy :) Zauważyłam, że wegetarianizm zmienia ludzi. Na lepsze.
Z okazji dzisiejszego święta Niepodległości postanowiliśmy upichcić taki, powiedzmy, Polski obiad. Nie pojechaliśmy w tym roku do Warszawy na Marsz. I dobrze. Bo tym co zrobili kibice w zeszłym roku wolałam zostać w domu a nie iść tam i wkurzać się na debilizm obu stron. W domu przygotowaliśmy kotleciki z ziemniaków i marchewki, buraczki tarte zaciągnięte mąką i (średnio Polski) ryż przyprawiony megapyszną mieszanką przypraw. Zrobiłam hurtowo masę z około 3 kilogramów ziemniaków. Wyszły z tego 23 duże i grube kotlety!! Moc :) Zacznijmy więc od przepisu na kotlety (podam Wam przepis na mniejszą ilość):

Składniki:
  • kilogram ziemniaków
  • pół kilo marchewki
  • czosnek
  • paczka przyprawy do ziemniaków bez glutaminianów i innych syfów
  • pieprz
  • sól
  • skrobia ziemniaczana
  • bułka tarta do obtoczenia
  • olej do smażenia

Ziemniaki i marchew gotujemy w oddzielnych garnkach. Oczywiście solimy wodę. Gdy ugotowane marchewki i ziemniaki ostygną mielimy je razem lub baaaardzo dokładnie ugniatamy. Masę doprawimy według własnych upodobań i zagęszczamy mąką ziemniaczaną. Formujemy z masy kotleciki i obtaczamy w bułce tartej. Ja przed smażeniem wstawiłam do lodówki na pół godziny, żeby mniej się rozpadały bo masa jest bardzo miękka. Smażymy na rozgrzanym oleju. Kotleciki są przepyszne- spieczona skórka jest chrupiąca a wnętrze mięciutkie i aksamitne. Palce lizać. 
Do tego podałam ryż. Jedną torebkę na osobę. Gotuję ryż a po ugotowaniu mieszam z jedną łyżką oleju na torebkę i dodaję kolejno: ćwierć łyżeczki czosnku granulowanego, łyżeczkę papryki słodkiej i ćwierć łyżeczki Dhal Masali. Ryż jest pikantny i naprawdę fantastycznie pyszny. A buraczki to Doprawione cukrem i zaciągnięte mąką buraczki ze słoika z Biedronki. Obiad dla 3 osób kosztował nas około 8 złotych :) Coś wspaniałego.



A wczoraj moja mama zaprosiła nas na wegański obiadek :) To naprawdę słodkie, że chciało jej się gotować coś specjalnie dla nas. Cieszę się, że rozumie to co robimy i akceptuje to. Bo niestety rodzina mojego ukochanego uważa, że jego wegetarianizm to "fanaberie" i "wymyślanie sobie jakiś dziwacznych diet".. Może kiedyś zrozumieją. Kropla drąży kamień. 
A na zakończenie nasz parchatek ze swoją ukochaną piłeczką :)


5 komentarzy:

  1. cudownie czytać Twoje nowe wpisy... i z każdym kolejnym coraz bliżej mi już do przejścia na weganizm... :)

    a co do marszu to moim zdaniem oczywiście, wybrałaś najlepszą z możliwych opcji ;)

    PS. ja z wegetarianki, prawie już na pełen weganizm przechodzę, a Twój kolega na wegetarianizm... kolejne piękne zmiany.

    gratuluję!
    dziękuję Tobie, i sobie nawet ;p ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Małymi kroczkami i zobaczysz, że weganizm da się przecież ogarnąć. Kiedyś mi się w głowie nie mieściło, że można nie jeść sera i nie pić mleka. Naprawdę uważałam to za przegięcie a teraz nie wyobrażam sobie powrotu do tego. Zobaczysz, uda Ci się i będzie super.
    Co do Marszu to trochę mi przykro, że w tym roku nas nie było. To była taka nasza tradycja ale.. jakoś po tym co było nawet nie chciało mi się tam jechać.
    Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam nie wychodzę z domu 11 listopada, bo strach :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Myśmy sobie oglądali Warszawę w Tv siedząc w domku. Naprawdę było mi przykro, że ZAWSZE znajdzie się banda debili, która jedzie na Marsz TYLKO po to, żeby zacząć tłuc się z policją, lewakami czy nawet między sobą. Już i tak obejrzałam kilka filmików i masę zdjęć, które niby dokumentują, że zamieszki były prowokacją policjantów s cywilu ale ja zawsze te rewelacje i z lewej i prawej strony dzielę przez pół. Wiadomo- każdy zrzuca winę na tą drugą stronę a sam za uszami ma nie mało.
    A ja się cieszę, że mimo, że dla większości odwiedzających jestem pewnie "wstrętną faszystką" albo "prawicowym kołkiem" to i tak możemy sobie miło pogadać :) To jest właśnie zajebiste w miłości do zwierząt- zaciera granice i jednoczy ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć :) Zapraszam CIę do blogowej zabawy

    http://pamietnikwegetarianki.wordpress.com/2012/11/13/liebster-blog-award/

    OdpowiedzUsuń