Dziś bez zbędnego gadania.
Nadszedł wyczekiwany czas bobu za 6 zł za kilogram :) Kupuję często i robię różne pasty, sosy albo po prostu obiady z bobem jako gwiazdą dnia. Ostatnio wpadł mi w łapy super przepis na bobik z okrasą. Trafiłam na jego niewegańską wersję w jeden z gazet kulinarnych i postanowiłam nieco pokombinować. Jedzony ze świeżym, chrupiącym chlebem jest po prostu obłędny. Potrzebujemy tak niewiele by cieszyć się pysznym obiadem.
Składniki:
- 1 kilogram bobu
- olej
- 1 duża cebula
- 4- 6 ząbków czosnku (w zależności jak czosnkowe potrawy lubicie- ja daję 6 ząbków)
- pęczek świeżego koperku
- szczypta ostrej, mielonej papryki (ja nie dodawałam)
- sól do smaku
W garnku doprowadzamy do wrzenia osoloną wodę. Do wrzątku wrzucamy bobik i czekamy aż ponownie się zagotuje. Od tego czasu odmierzamy maksymalnie 5 minut i odlewamy bób oraz przelewamy do zimną wodą. Tak ugotowany bób idealne łatwo obiera się z łupinek (co robimy od razu jak tylko bobik ciut przestygnie), ma cudowny, intensywny zielony kolor i cudowny smak. To dla mnie totalna nowość bo u mnie w domu mama zawsze gotowała bób prawie godzinę a wtedy stawał się on mazisty i mączny w smaku. Teraz będę przygotowywac bób tylko tak :)
Czas na sos.
Cebulę drobniutko siekamy, koperek również, czosnek przeciskamy przez praskę i lekko solimy. Na oleju podsmażamy najpierw cebulkę do zeszklenia a potem dodajemy czosnek i smażymy jeszcze około 4 minuty. Zdejmujemy z gazu i mieszamy z posiekanym koperkiem.
Gotową okrasą polewamy wyłuskany bób i zajadamy ze świeżym chlebkiem.
Wybaczcie ta wyszczerbioną miskę albo to moja ulubiona miska w ludowe wzory, TEN typ naczynie, które przechodzi z pokolenia na pokolenie ;)
A tu kilka zdjęć losowo wybranych z folderu ze zdjęciami:
Wieża widokowa 250 metrów n.p.m. Widok nieziemski.
Ślimak, ślimak...
That's right.
Lion of Zion na jednym z gdańskich murków :)
Kartka na klatce schodowej w jednym z bloków, Bardzo PRL'owska :)
Nasza ulubiona krówka z sąsiedztwa, którą mój T. nazwał Marceliną i pod wpływem której
zapadła decyzja, że posiadając własny dom będziemy mieli krowę ;)






Alutko, a u mnie bób bywa nawet po 4,50 za kg! I też wciąż go jemy - tak zwyczajnie ugotowany, czasem podsmażony póżniej na patelni z czosnkiem i oliwą, czasem po toskańsku - duszony z pomidorami i ziołami. Czasem w paście na chleb, a teraz przymierzam się do zrobienia hummusu, też podobno bardzo smacznie wypada w tej formie. A zresztą bób uwielbiałam zawsze, nawet taki rozgotowany, jaki pamiętam z dzieciństwa, ale w krótko gotowanym bardziej odpowiada mi konsystencja. Zjem go w każdej dowolnej formie i prawie w każdej dowolnej ilości:-)
OdpowiedzUsuńPiękne masz widoki za oknem, u mnie też bywają podobne. Ale po co Wam krowa??? Jest piękna, to prawda, ale jednak dość kosztowna w utrzymaniu, bo duże zwierzę musi dużo jeść. Latem wspomoże Was łąka, ale na zimę trzeba mieć słomę i siano, które gdzieś trzeba magazynować. Ja wolałabym owcę (światnie kosi trawniki) albo nawet świnię, która z łatwością zastąpi stróżującego psa. A mina, jaka przypuszczalnie pojawiłaby się na obliczach naszych sąsiadów - rolników i hodowców - bardzo chciałabym ją zobaczyć. No jak to, przecież świnie się je! I do tego są brudne (wcale nie, jeśli nie muszą mieszkać w brudnym chlewie) - więc jak to - świnia? A po co? Ha ha ha:-)) Wiem, też spytałam Cię - po co krowa, ale jednak mnie zaskoczyłaś tym pomysłem...
Bób po 4,5 zł... Zazdraszczam...
OdpowiedzUsuńKrowa to takie marzenie, nie wiadomo czy kiedykolwiek się spełni. Jak pewnie zauważyłaś napisałam "JAK BĘDZIEMY MIELI WŁASNY DOM" ;) a to oznacza jak będziemy już obrzydliwie bogaci bo na razie stać na wynajem zaanektowanej doskonale na mieszkanie piwnicy w domu jednorodzinnym. Marzy nam się domek z bali, w ogródku mały kurniczek i dwie krowy rasy Highland Cattle. A po co? Żeby mieć i kochać :) Tak totalnie po prostu- jak psa. Kurki też mieć, żeby sobie spokojnie żyły u nas, dostojnie dreptały po ogródku i grzebały swoimi śmiesznymi nóżkami w piachu. W ogóle marzy mi się azyl dla zwierząt gospodarskich.. Ale to są marzenia.. Pewnie nigdy nie będziemy tak bogaci, żeby mieć ten domek z bali i choć jedną krówkę uratowaną z targu :(
oo też macie krowę, pozdro ;) a macie może opcję załatwić środek na muchy? "Moją" sąsiedzką krowę okropnie żrą bąki bydlęce, próbowałam skombinować jakiś odstraszacz ale okoliczni weci zajmują się tylko psami i kotami, a "wiejscy" mają środki na muchy po 500ml za stówkę, które starczają na szechset krów. A ja chcę tylko dla jednej.. :(
OdpowiedzUsuńteż mam takie marzenia. Że schron dla ofiar hodowli, że kury, świnie, krowy.. ale słabo mi idzie, na razie nie mogę mojego małża namówić nawet na królika z Uszakowa eh ;/
W warszawie i całkiem ładny (choć nieco duży) po 4zł był ostatnio na targu :)
OdpowiedzUsuń