piątek, 9 października 2015

Recenzja produktów Primavika.

Hej :)
Serdecznie Was przepraszam za tak długi milczenie. Miałam bardzo dużo na głowie, dodatkowo stresujący czas w pracy i poniekąd w domu (mój T. zmieniał pracę w dosyć ekstremalnych warunkach) a dni leciały tak szybko, że ani się obejrzałam i minęło półtora miesiąca... Mam masę zaległych recenzji i przepisów, nie wiem kiedy Wam to podrzucać i nie wiem czy Wy w ogóle jeszcze ze mną jesteście :( Bo nikt nie zostawia żadnych śladów po sobie, ostatnie notka jakby nie czytana przez nikogo... Dawajcie znać, że żyjecie, że jesteście ze mną, że czytacie co tam mam do powiedzenia i pokazania :) Dla Was to piszę, dla Was podejmuję wyzwania nowych dań i dla Was testuję produkty :) A co do testów- mam kolejne. Tym razem firma Primavika przysłała mi paczkę swoich produktów do przetestowania.




W paczce znajdowały się:

  • Sznycelki "Weguś" a'la cielęce
  • Hummus BIO naturalny
  • Pasztet sojowy z pomidorami
  • Hummus BIO z pomidorami suszonymi
  • Paprykarz wegetariański z kaszą jaglaną (skład oczywiście 100% vegan ;) ) 




Firmie Primavika bardzo dziękuję!! Ale recenzja ma być obiektywna to nie będzie niestety tak w 100% kolorowo ;)
Zacznijmy od smarowideł do chleba. Absolutnie przepyszny był paprykarz z kaszą jaglaną. Ja zawsze robię z ryżem brązowym ale muszę spróbować z kaszą jaglaną. Jest absolutnie "domowy". Idealnie doprawiony i pyszny. 




Następnym faworytem jest pasztet sojowy z pomidorami. Ja generalnie nie cierpię tych pasztetów sojowych z foremek i słoików bo dla mnie zawsze smakują jak lekko przyprawiona, namoczona tektura. Tak jak nigdy nie lubiłam pasztetów z padliny w foremkach tak nie trawię tych sojowych. Jednak ten mogę Wam polecić z czystym sumieniem. Jest naprawdę mega dobry. Mocno czuć w nim pomidory, jest wyraźnie przyprawiony i nie czuć w nim tej "tekturowatości". Jeśli Primavika wprowadzi go do sieciówek typu TESCO będę na bank kupować. 




Następnie mieliśmy Hummus BIO z suszonymi pomidorami. I tu też strzał w dziesiątkę. Pyszny, delikatny o bardzo lekkiej konsystencji. Jak robię hummus samodzielnie to lubię jak jest taką ciężką, gęstą pastą, którą trudno jest rozsmarować a nachosy się w nim łamią ;) Ten hummus jest pyszny i bardzo łatwo się rozsmarowuje. 



No i na koniec niestety łyżka dziegciu w tej beczce cukru... Hummus BIO naturalny. Był tak niesmaczny, że nawet zapomniałam i zrobieniu zdjęcia... Kwaśny jak nie wiem z dziwnym posmakiem... nie wiem czego. Naprawdę najgorszy produkt z tej całej paczki. Nie kupiłabym go na pewno sama :(

A na koniec zostawiam totalny hicior, czadzior i petardę. Nazwa niezbyt zachęcająca ale nie nastawiajcie się przez to negatywnie. Szycelki Weguś a' la cielęce. Wiem, że weganie dzielą się na tych normalnych, którzy nie udają, że weganami są od urodzenia i brzydzą się mięsem więc jedzenie "mięsopodobnych" potraw to grzech ciężki i zasługuje na wieczne potępienie. I są ci dziwni, którzy są przeciwieństwem tych pierwszych ;) Ja nigdy nie ukrywałam i nie zamierzam ukrywać, że mięso uwielbiałam, kochałam jego smak i za tym smakiem tęsknię. Jednak z miłości do zwierząt zrezygnowałam z niego i nie żałowałam tego dotychczas nigdy. I cieszą mnie te wszelkie wegekiełby, szynki, kebaby i cała reszta "fake meat". Sznycelki Weguś to czysty obłęd dla tęskniących za mięsem. Zapach- 100% mięsa. Konsystencja- 100% mięsa. Smak- idealnie mięsny. Koleżanka z pracy, która je mięso była w szoku, że to wegetariańskie. Może wygląda nieco nieestetycznie ale naprawdę- warto kupić raz na jakiś czas jeśli chcecie znowu poczuć ten smak. 



 

My sznycelki zjedliśmy z kaszą jęczmienną i sosem pieczeniowym oraz buraczkami zasmażanymi. Bardziej polskiego obiadu się nie da przygotować ;) 
No to to by było na tyle. Odzywajcie się kochani w komentarzach i na moim fejsbukowaym Fan Pejdżu. Liczę na Was bo ostatnio bardzo ucichliście (ja też, wiem). Została mi jeszcze jedna recenzja BIO Tofu z Polsoi.  A ja niedługo ruszam z nowym projektem blogowym więc trzymajcie rękę na pulsie :)

7 komentarzy:

  1. Nigdy nie próbowałam sznycelków mięsnych, ale zainteresowałaś mnie i chyba spróbuję tych Primaviki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiem, że po odkręceniu słoika miałam sporego zonka w stylu: "oszukali mnie, to jest mięso, to NIE MOŻE być z roślin" ;)

      Usuń
  2. Wiesz, ja też ostatnio miałam trudny czas, więc i na blogi mniej zaglądałam.
    Teraz chyba nie będzie dużo lepiej, ale jednak jestem tu. :D
    "Wiem, że weganie dzielą się na tych normalnych, którzy nie udają, że weganami są od urodzenia i brzydzą się mięsem więc jedzenie "mięsopodobnych" potraw to grzech ciężki i zasługuje na wieczne potępienie. I są ci dziwni, którzy są przeciwieństwem tych pierwszych"- przybij piątkę dziewczyno :D Ja akurat nigdy nie byłam wielką fanką mięsa, ale lubię te wszystkie mięsnopodobne produkty i cieszy mnie ich powiększający się rynek.
    Ten paprykarz uwielbiam od dawna, dobrze też wiedzieć, że ten hummus i pasta sojowa są spoko (za sojowymi pasztetami też nigdy nie przepadałam, więcej w nich było zawsze wypełniaczy niż samej soi).
    A sznycle to już obowiązkowo kupię jak tylko wyjdę z diety redukcyjnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)
      Sznycelki polecam- nasze co prawda z wierzchu były słone jak ropa (btw. czy ropa jest słona? zawsze zastanawia mnie skąd się wzięło to powiedzenie) ale potem... czysta poezja.
      Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń