sobota, 11 lutego 2012

Szuszi :)

W końcu odważyłam się samodzielnie zrobić sushi nazywane przez nas pieszczotliwie szuszi. Zawsze chciałam wybrać się do jakiejś sushi- dajni ale zniechęcał mnie zawsze brak różnorodności i trudność w znalezieniu całkiem wegańskiego sushi. A do zrobienia sushi w domu zainspirowała mnie koleżanka z pracy. Koleżanka wegetarianka. Koleżanka, o zgrozo, największa lewaczka z jaką miałam styczność. Okropne- mam w pracy lewaka ultrasa i to jeszcze 4 krzesła od siebie ;] Lewaka, który w zeszłym roku stał po drugiej stronie 11 Listopada. I wiecie co jest najbardziej frustrujące w tym wszystkim? Że ja ją naprawdę lubię.. Ciągle suszę jej głowę, żeby przeszła na weganizm i kuszę przynosząc wegańskie pyszności do pracy. Ona też jak coś zrobi to zaraz się ze mną dzieli. I tak sobie funkcjonujemy obok siebie- prawicowy i lewicowy radykał. Ostatnio obie stwierdziłyśmy, z lekkim niepokojem, że najwięcej smsów w skrzynce mamy od siebie nawzajem więc coś w tym musi być na zasadzie przyciągania przeciwieństw chyba ;) No i właśnie ona przyniosła sushi do pracy i dała mi spróbować. Muszę przyznać, że to najdziwniejsza potrawa jaką jadłam. Ma trzy etapowy smak: na początku gryzienia jest on ani dobry ani zły. W miarę gryzienia staje się okropny a jak już połykam to w buzi zostaje rewelacyjny smak. Zainspirowana lewackim sushi zrobiłam w domu swoje. Niestety nie do końca chciało się zawijać- jakby nori było za krótkie lub jakbym dawała zbyt grubo nadzienia. Ale smak był boski. Miałam zostawić dla dziewczyn w pracy ale jak moje chłopaki się dosiadły to nie został ani okruszek :( W sumie z pół kilograma ryżu, pół paczki nori i dodatków wyszła ilość, którą najadły się 3 dorosłe i głodne osoby. Koszt w sumie niewielki. A tak moje szuszi wyglądało :)


Sushi z musztardą, ogórkiem i wędzoną parówką sojową




Sushi z musztardą, ogórkiem, marchewką i parówką sojową




Sushi z musztardą, avocado, ogórkiem, marchewką i parówką sojową


  

Wiem, że zgwałciłam kompletnie sushi dodając musztardę zamiast wasabi i parówkę sojową. I tak było przepyszne!!

P.S. Cieszę się jak dzieciak. Najprawdopodobniej mam transport do Skaryszewa i to za dosłownie grosze!! I przypominam cały czas o proteście:

7 komentarzy:

  1. Domowe szuszi to pycha, sama robiłam kilka razy. Ale najbardziej smakuje jednak z wasabi i marynowanym imbirem. Właściwie marynowany imbir mogę jeść nawet bez dodatku sushi...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie spróbowałam pierwszy raz z imbirem marynowanym i powiem Ci, że to jest smak, który baaaaardzo mi nie podszedł :) Wiem, że to prawie herezja jeść sushi bez imbiru ale naprawdę z nim mi kompletnie nie smakowało :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się wierzyć nie chce, że może komuś nie smakować marynowany imbir. I na tym polega różnorodność ludzkich smaków, okazuje się, że różnimy się nie tylko skłonnością do prawej lub lewej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam pewnie zbyt prostackie podniebienie na taki rarytas jak marynowany imbir ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. ostatnio zrobiłam, ale ten glon to totalnie nie dla mnie, obrzydlistwo. na początku nawet mi smakowało ale po kilku kawałkach zaczęło mnie cofać :P

    OdpowiedzUsuń
  6. No glon ma specyficzny smak jednak ;) Trochę jak ryba a trochę smakuje morską wodą :) Ale wiadomo, że to kwestia gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też niedawno robiłam tylko z innym nadzieniem :-)

    Ja jedząc glony mówie sobie że mają po prostu smak morski :-) Bo przecież tak jest :-)

    Zapraszam do siebie, nie tylko na sushi :-)
    www.cobylonaobiad.blox.pl

    OdpowiedzUsuń