sobota, 20 kwietnia 2013

Powrót..

Cześć..
Wybaczcie nieobecność. Ciężko mi i smutno. Pożegnaliśmy naszego ukochanego skarba.. Naszego synusia już z nami nie ma :( Jest mi koszmarnie smutno. Był z nami 6 miesięcy. Równiutki 6 miesięcy, co do dnia.


Znowu ryczę, pisząc notkę.. Tak ciężko gdy nie można nic zrobić. W żaden sposób pomóc.. Gdy możesz tylko siedzieć i tulić ten psi łeb słuchając jak wyje z bólu.. A potem wieziesz swojego najukochańszego przyjaciela na śmierć.. I nie jesteś w stanie spojrzeć mu w oczy bo leżąc w samochodzie on merda ogonem jak go głaszczesz, mimo bólu.. A Ty wiesz, że zaraz na Twoją prośbę on umrze.
Było z nim naprawdę źle. Weterynarze powiedzieli, że już nic nie da się zrobić. Że próby stawiania go na nogi byłyby tylko przedłużaniem jego cierpienia.
A mimo to czuję się jak morderca. Jakbym zabiła istotę, która ufała mi bezgranicznie. Serce mi pęka z bólu i żalu.
Tak bardzo boli..

7 komentarzy:

  1. :( współczuję, ja ostatnio musiałam pożegnać kota (choć on sam odszedł) i wiem, że to jest cholernie trudne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie, cholernie i bezgranicznie mi przykro :(
    Rozumiem każde słowo w 100% i wiem, że puste miejsce po przyjacielu zostaje na zawsze.
    Dzięki, że wzięliście go te pół roku temu z pełną świadomością jego wieku i wszelkich innych "wad". Takie osoby jak Wy przywracają wiarę w ten beznadziejny, ludzki gatunek.

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mocno przytulam :** nie ma słów... Kocham Was Ludzie!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteście kochane.. A ja nadal czuję się jak morderca :( Naprawdę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ze strachem czekam kiedy mnie to nieszczęście dotknie. moja sunia jest po operacji, a guzy urosły w innych miejscach (jedno raczej nieoperacyjne, dwóch weterynarzy tylko pokiwało głową). zrobię wszystko żeby nie cierpiała. sama pewno się zaryczę, ale tak ją kocham, że nie wyobrażam sobie czekania aż śmierć w bólach sama ją zabierze. Potrafisz kochać i jesteś dobrym człowiekiem. Jak serce przestanie tak bardzo boleć to przygarniesz kolejnego przyjaciela. ja tak zrobię, ale nie od razu. do tego fakt, że bierze się pieska starszego jest równoznaczny z tym, że jest z nami krócej niż byśmy chcieli :((( nie wyobrażam sobie, ze Twój piesio mógłby trafić lepiej :**** p.s.nie było wyboru :(

      Usuń
  5. Zrobiłaś co najlepsze dla Swojego psiaka.
    W 2008 roku pojechałam na wakacje z mamą i naszym czteroletnim psiakiem- Rikusiem na wyspę, gdzie znalazła pracę. W piąty nasz poranek poszłam jak zawsze z Rikusiem na spacer. Jak zawsze wybraliśmy się na mało przejezdny szlak i tak spuściłam go ze smyczy. Rikuś po jakimś czasie znalazł jakieś jedzenie i zanim zdążyłam zareagować już je zjadł. Jak wracaliśmy zaczął dziwnie chodzić, tak jakby miał trudności z poruszaniem tylnymi nogami... Wybacz, ale wciąż po tylu latach to jest zbyt przykre do opisywania... w każdym bądź razie po wielu trudnościach (to była niedziela, a w niedzielę nikt tam nie pracuje) znalazłyśmy weterynarza i pojechałyśmy do niego. Lekarz wstrzyknął Rikiemu środek przeciwbólowy i coś co miało zatrzymać wewnętrzne krwawienie (trucizna, która była w jedzeniu przedostała sie do jelit i zaczęła mu je rozwalać). Weterynarz powiedział nam, że w ten sposób ludzie pozbywają się na tej wyspie bezdomnych psów. Dał nam jeszcze jedną strzykawkę z środkiem przeciwbólowym i powiedział, żebyśmy zrobili my zastrzyk o 18, jak mu nie przejdzie i zadzwonili do niego- trzeba będzie go wtedy uśpić. Aż trudno było mi w to uwierzyć. Niestety nie przeszło mu. O osiemnastej zrobiliśmy mu zastrzyk, ale weterynarz nie odbierał telefonu... Jestem taka głupia! powinniśmy pojechać do jego domu... Tak mi przykro... Ból został, łzy wciąż płynął... rana w moim sercu się nie zagoiła i chyba nigdy się nie zagoi.. po prostu staram się o tym nie myśleć. Nie pamiętać jego męczeńskiej śmierci. Mój kochany Rikuś... Nie mogę sobie wybaczyć tego,że go nie uśpiłam. Że pozwoliłam mu tak cierpieć. Gdybym tylko mogła się cofnąć w czasie od razu bym go uśpiła. Niepotrzebnie się tak męczył mój kochany...
    Mówię Ci... dobrze zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Karina- łzy same lecą jak czyta się o takich tragediach :( Współczuję Ci kochana z całego serca.. To jest potworne, że kochamy tak bardzo te zwierzaki a nie możemy od nich dowiedzieć się kiedy same chcą odejść.. To by tyle ułatwiło.

    OdpowiedzUsuń