niedziela, 12 maja 2013

Sezon grillowy czas zacząć.

Witajcie!
Letnie pogoda przeplata się jeszcze z wiosennymi ulewami i burzami. Na szczęście tych ciepłych, dusznych dni jest więcej niż deszczowych. Nie wiem jak Wy ale ja gdy czuję pierwsze oznaki lata zaraz mam ochotę na wystawienie grilla do ogródka i grillową ucztę. To już nieodwołalna oznaka lata ;) Dlatego też kilka dni temu postanowiliśmy zrobić sobie obiad z rusztu, co prawda w domu (od czego jest grill elektryczny) ale przynajmniej gotowy obiad zjedliśmy w ogródku. Tym razem były to ziemniaczki z piekarnika w marynacie (olej, musztarda, ketchup, bazylia, suszona papryka ostra i słodka, świeży czosnek) i kotlety sojowe, które dzień wcześniej zamarynowałam w podobnej marynacie co ziemniaki ale z innymi proporcjami przypraw. Do tego sałatka z warzyw znalezionych w lodówce.






Kotlety- mimo, że wyglądają na wysuszone na wiórek- były naprawdę bardzo soczyste i smaczne!! Ziemniaki wyszły idealnie- mięciutkie w środku i otoczone chrupiącą skórką. Sałatka pyszna i prosta. Rozwiązanie z kotletami jest proste i bardzo smaczne, można je zabrać w pudełku (jeszcze pływające w marynacie) na np. rodzinnego grilla i nie będziecie musieli wysłuchiwać tych żenujących tekstów babć i cioć (tak mi Ciebie szkoda, co Ty będziesz jeść? Suchy chleb z rusztu? Samą sałatkę?). U mnie rodzina (prócz mamy, która zrozumiała i zaakceptowała w pełni mój weganizm i wegetarianizm mojego ukochanego) wybiła się na wyższy level bo chociaż nie wiem co bym przygotowała to i tak usłyszę komentarz "ale jednak nie ma to jak porządny kawał karkówki!". To się nigdy nie skończy ;) 
Wczoraj odbyliśmy pierwszą sesję z Panią Behawiorystką i naszym przyszłym psem. Niestety psiak źle reaguje na nasze szczury i musimy przeprowadzić terapię odczulającą go na szczury. Po wczorajszej sesji mamy pozytywne nastawienie do tematu i wierzymy, że kilka miesięcy wytężonej pracy przyniesie zadowalające efekty i będziemy mogli przygarnąć gagatka :) A przed nami kilka miesięcy treningów, odczulania i nauki.

11 komentarzy:

  1. I właśnie zrobiłam się głodna :)

    http://tendies.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. dawno tu nie zaglądałam, przykro z powodu Hansa. czekam na zdjęcia tej waszej przyszłej bestii :) jak w ogóle odczula się psa na szczury? brzmi kosmicznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. kurcze uwielbiam kotlety sojowe a nigdy nie wpadłabym na to, żeby zrobić je na grillu :) Muszę to wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zagubiony omułek- na razie działamy "po omacku". Próbujemy jak możemy. Najpierw zabieraliśmy do schroniska zasikaną przez szczury szmatkę i dawaliśmy mu do wąchania. Przy każdym powąchaniu dawaliśmy smakołyk, żeby zapach szczurów kojarzył się z czymś miłym. Potem przyprowadziliśmy psa do domu wcześniej wyjmując szczury z klatki. Tak, żeby pies mógł ją obwąchać i zobaczyć, że klatka nie jest zagrożeniem. Na razie ciężko idzie bo psiak nakręca się bardzo na klatkę- pobudza się a potem zaczyna atakować klatkę.. Szczurki są w tym czasie bezpiecznie ukryte w innym pokoju. Dużo pracy przed nami ale jesteśmy dobrej myśli.
    Paula- warto :) Są pyszne!!

    OdpowiedzUsuń
  5. A propo psa i szczurow:)
    Ja mam mixa asta ze schroniska i szczury.Na klatke nigdy sie nie rzucala ale tez dosc sporo interesowala nia.
    Teraz mimo ze klatka stoi na szafce w zasiegu pyska suki to sie nie nie interesuje,czasem tylko przejdzie i powacha ale reaguje na kazde"fe" i odchodzi.
    Moje chlopaki sa w miare lagodne wiec nie probowały jej atakowac nigdy,nawet obwachiwane przez nia kiedy siedzialy u mnie na kolanach.
    Doszlo do tego ze ona lezy w swoim koszuku a chlopaki lataja po lozku i czasem tylko podniesie łeb.Oczywiscie nigdy nie sa zostawiane same z nia bez nadzoru.
    Gorzej niestety jest z kotami ktore mam w domu rodzinnym,trzeba separowac bo niestety ona goni w jednym celu-zamęczyć.
    Dlatego tez wiem ze mając ja-nie moge pozwolic sobie na zadnego kociaka(pomijajac polaczenie kota i szczurow)
    Moze warto mimo wszystko byloby zdecydowac sie na psiaka ktory toleruje szczurasy,bo prawda jest taka ze wybrany przez Was pies nigdy ich nie zaakceptuje.'Oczywiscie trzeba probowac z tym walczyc,ale nie zawsze konczy sie to sukcesem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mialo byc "możliwe ze nigdy ich nie zaakcpetuje

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie grilluję. Jak moja rodzina wystawia grilla raz na rok, to całe miejsce jest zajęte przez kiełbasy i karkówkę. Dodatkowo jak czuję ten zapach, to aż mi się w głowie kręci obrzydzenia. Przepraszam, że piszę tak obcesowo, ale tak jest. Muszę kiedyś zainwestować w grilla elektrycznego, takie warzywka kuszą. Ciekawa jestem tych kotletów sojowych, nigdy nie wpadła bym na pomysł, żeby je marynować, a co dopiero rzucić na ruszt! A z pieskiem życzę powodzenia. Ja w przyszłości marzę o zaadoptowaniu świnki po lekturze bloga "Cocina de la mamacita de Bożenka" :D

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja właśnie na weekend wybywam na kaszuby i kminiłam co by tu z grilla zjeść- oprócz standardowo cukinii i pieczarek :) chyba dołączę tempeh i te kotlety, akurat mam pół paczki! a co do psa i ciurów- my mamy sukę asta która, kiedy żył nasz szczur, traktowała go jak swojego szczeniaka. lizała i próbowała zabrać do wyra.. koty też kocha, wariatka. jednego znajdę odchowała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesttety Walenty nie toleruje szczurów :( Rzuca się na klatkę z agresją :( Kminimy co zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja rodzina identycznie mnie męczy, jak słyszę taty "może kiełbaskę" mam dość. Nie jem mięsa ponad 10 lat a oni ciągle to samo. Od kiedy przeczytałam Twój przepis zawsze mam kotleciki sojowe w pudełeczku przy sobie:) W dużej ilości, bo nie tylko ja wcinam:)K.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio widziałam w sklepie kiełbaski sojowe przeznaczone do grilla, więc jakaś alternatywa jest. Ja uwielbiam szaszłyki warzywne z grilla - palce lizać!

    OdpowiedzUsuń