niedziela, 23 czerwca 2013

Za mało czasu na życie.

Jest mi wstyd. Piszę jedną notkę na miesiąc i za każdym razem obiecuję sobie, że będę pisać częściej.. I dupa z tego wychodzi. Nie mam ostatnio czasu na nic. Pracuję, po pracy od razu biegnę do schroniska do naszego przyszłego psa. W soboty rano mamy z nim indywidualne sesje szkoleniowe. W niedzielę jadę do schroniska, żeby po prostu z tym matołkiem pobyć i posiedzieć na budzie bo on wtedy kładzie swój wielki łeb na moich kolanach i siedzimy sobie tak póki jemu się nie znudzi. Lubię taką formę spędzania czasu. A co do psa. Obiecałam, że napiszę coś więcej o nim. W sumie stwierdziłam, że mogę go Wam nawet pokazać. Jestem tak dumna z tego psa, tak bardzo szaleję na jego punkcie, że zmuszam koleżanki, żeby kręciły filmy jak go szkolę. I oto mamy krótki filmik z naszym psiakiem :D



Na tym filmie widać jak Waluś (bo tak się nazywa nasze Szczęście- nawet nasz pies musi podzielać nasze poglądy i  być antykomunistą ;P ) targetuje. Targetowanie to ćwiczenie polegające na dotykaniu nosem wcześniej ustalonego targetu. Gdy Waluś dotyk nosem odpowiedniej części patyka dostaje nagrodę. Ten pies to geniusz. Wystarczy jedna- dwie sesje i łapie wszelkie komendy w mig. Nawet te trudniejsze. A pani Trenerka (nienawidzę określenia Treserka, kojarzy mi się z cyrkiem i torturami) wręcz rozpływa się nad Walusiem. Że jest wzorcem rasy jeśli chodzi o zachowanie i psychikę. Że jest taki stabilny emocjonalnie i psychicznie. Że jest taki super och i ach. A pomyśleć, że to pies odebrany w wyniku interwencji w asyście policji ze złych warunków. A ja się go na początku bałam gdy ponad rok temu trafił do schroniska :) Jak widać nie taki rottweiler straszny jak go malują.
Jako, że przepis musi być i baaaaardzo ale to baaaaaaaaaardzo nie chce mi się pisać to wrzucę coś mega niezdrowego i bardzo tłustego. W sam raz na imprezę jaka odbyła się u nas wczoraj. Może gdybym właśnie to wczoraj podała to nie umierałabym dziś z powodu tak okropnego kaca..

Kukurydza w cieście smażona w głębokim tłuszczu.

  •  puszka kukurydzy
  • 50 mililitrów wody
  • 50 gramów mąki (stosunek mąka : woda musi wynosić 1:1)
  • sól
  • przyprawy do ciasta, w którym obtaczamy kukurydzę

Z mąki, wody, soli i przypraw (u mnie papryka i czosnek granulowany) robimy ciasto o konsystencji bardzo gęstej śmietany. Nabieramy niewielkie porcje kuku z puszki łyżką, zamaczamy w cieście i "zrzucamy" delikatnie do gorącego oleju. Smażymy aż placuszki nabiorą złotego koloru. Teraz koniecznie wrzucamy na papierowe ręczniki i nawet odciskamy z tłuszczu. Można posolić do smaku. Są pyszne zarówno na zimno jak ciepło. 




A potem idziemy na bardzo długi spacer, żeby spalić kukurydzowe, puste kalorie.

4 komentarze:

  1. Cudny pies, oby jak najszybciej do was trafił :) Rozumiem bardzo dobrze, że życie może pochłaniać na tyle, że nie ma się czasu na udzielanie się w internecie. Jak będziesz miała chwilę, to pisz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry, jestem zainteresowana współpracą z Pani blogiem, proszę o kontakt:) wspolpraca@armadeo.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. jeszcze mi się coś przypomniało. wracałam sobie niedawno z tyrki rowerem, jadę jadę, i widzę gościa na spacerze z psem. niby wszystko ok, ale coś mi nie pasowało. pies jak pies, cztery łapy są, głowa i dupa jest, ogon jest, ale jednak jakiś dziwny taki. dopiero po jakimś czasie zakumałam, że to był rottweiler. z ogonem! pierwszy raz w życiu widziałam rotta z ogonem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Psinka Słodziak :D

    OdpowiedzUsuń