wtorek, 7 lipca 2015

Odliczanie... Prawie jak do porodu ;)

Czuję się podekscytowana. A jednocześnie przestraszona. Dam radę? Co tym razem mnie, nas czeka? Z czym będziemy musieli się zmierzyć? Co tym razem się wydarzy i w jaki sposób tym razem wpłynie to na nasze życia? Jestem ogromnie szczęśliwa ale jednocześnie przerażona ciężarem odpowiedzialności jaki na siebie bierzemy. TAK- wiem. Zachowuję się totalnie jak kobieta w ciąży przed samym porodem. Bo, w rzeczywistości, tak własnie się czuję. Nigdy nie czułam nawet cienia instynktu macierzyńskiego. Nigdy nawet przez sekundę nie przeszło mi przez myśl, żeby mieć kiedyś dzieci. Za to od kiedy tylko pamiętam ogromnym uczuciem i opieką otaczałam zwierzęta. Dobrze, że znalazłam sobie faceta bo inaczej na bank zostałabym zdziwaczałą, starą panną otoczoną zwierzętami :D




Przybycie każdego nowego zwierzęcia do naszego domu jest dla mnie zawsze sporym przeżyciem. Jednak nic nie wymaga tylu przygotowań z mojej strony co oczekiwanie na psa. Psy kocham szczególnie. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. W moim domu psy były od kiedy pamiętam. Już jako 5 letnie dziecko pamiętam niezwykle cierpliwego i kochanego cocer spaniela Smyka wziętego przez moich rodziców z Ciapkowa. Teraz dom bez psa jest dla mnie tylko pustymi, zimnymi ścianami, do których aż nie chce się wracać. 


Po odejściu Walusia oboje mieliśmy potłuczone serca. Waluś zmienił nasze życia i pozostawił ogromną pustkę po sobie. Przeżyłam niewyobrażalnie długie 10 miesięcy w domu bez psa. Wystarczy. Za dokładnie 8 dni- 16 lipca bladym świtem wyruszam do Murowanej Gośliny koło Poznania bo moje cudne maleństwo, naszą córcię :)




Odliczam dni jak do porodu. Serio!! Czuję się jak matka, która lada dzień ma rodzić ;) Wyprawkę ogarnęliśmy już w połowie z rzeczy, które zostały nam po Walutku. Ale nie potrafiłam sobie odmówić kupienia kilku, zupełnie niepotrzebnych psu, ale jakże pożądanych przeze mnie gadżetów jak na przykład ta mata pod miski:




Każdego dnia przeżywam mieszaninę uczuć: od skrajnej radości po strach. Z jednej strony cieszę, że trafi do mnie 11 miesięczny maluch, jeszcze nie wyszkolony, dzięki któremu będę mogła sprawdzić swoje umiejętności trenerskie i behawiorystyczne. Z drugiej strony jak sobie pomyślę, że już nie będzie spania do 5:50 tylko trzeba będzie zrywać się o 4:50 bez względu na to czy będzie lał deszcz czy sypał śnieg, czy z nieba będzie się lał żar, czy trzaskał mróz tooo.. Typowe dylematy i lęki młodej matki, prawda? ;) 




Na razie czas upływa mi na emocjonalnym odliczaniu dni. Każdego dnia wymyślam jej inne imię. Miała być już Morti, Baribal, Zgrzyt, Uzi, Pepesza, Mania, Niunia a ostatnio wygrała zdecydowanie Wiska. Wiska jak Vis- polski pistolet. Takie swojskie i z charakterem. Nie wiadomo czy jak mała już będzie u nas to nie wymyślimy dla niej zupełnie innego imienia. 
Postanowiłam też, że zacznę prowadzić V-Loga (tak to się pisze?) na Youtubie. Założę własny kanał i będę pokazywać jak szkolę, spędzam czas i rozwijam umysłowo i emocjonalnie mojego psa. Myślę, że będzie mi wtedy łatwiej wyłapać swoje błędy oglądając siebie na filmie. A ja akurat jestem baaaardzo krytyczna wobec siebie. Również liczę na to, że Wy zaserwujecie mi konstruktywną krytykę ;) 





Na razie tyle chciałam Wam powiedzieć. Dużo emocji targało mną w trakcie pisania. Myśląc o tym- przeżywałam to. Dzięki, że przeczytaliście. Nie zapomnijcie zostawić kilku słów od siebie w komentarzu :) Pozdrawiam Was ciepło.

6 komentarzy:

  1. Witaj:) O jak ja Cię rozumiem!!:) i wiesz, ciesze się, że jest takich miłośników zwierząt coraz więcej!!!:) Gratuluję z całego serca nowej istotki w domku, niechaj się Wam dobrze razem żyje:) ..i z chęcią wypatruję już kolejnych wpisów, zdjęć i filmików:)
    Wszystkiego Dobrego:) Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję :) Na Fan Pejdżu na pewno pojawi się sporo jej zdjęć :) Jeśli masz Fejsa to zaglądaj czasami. Jeśli nie to.. zazdroszczę ;)
      Pozdrawiam serdecznie!!

      Usuń
  2. oo super, czekam na vloga, może pomoże mi w zrozumieniu mojej suczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to wypali. Nawet nie wiem czy ogarnę programy do obrabiania filmów..

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem. Ja ostatnio przeżyłam niewyobrażalnie 10 długich miesięcy w domu bez kota, po tym, jak odeszła moja Kicia.
    Aż dwa tygodnie temu pojawiła się Inka. Moje maleństwo. Siedziałam na podłodze, bawiłam się z nią i ryczałam jak głupia, ze szczęścia, że ją mam ;)
    Też nie czuję u siebie jakiegoś instynktu macierzyńskiego, zwierzęta są dla mnie jak dzieci.
    I też towarzyszyły mi obawy, mimo, że mam duże doświadczenie w opiece nad zwierzętami. Nie martw się, wszystko na pewno będzie ok! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uspokoiłaś mnie :) I bardzo się cieszę, że nie tylko ja mam takie "dziwne" rozkminy i wahania :)

      Usuń