czwartek, 4 listopada 2010

Mamy są najlepsze na świecie.

Witam,
Niestety zwolnienie lekarskie się skończyło i nie mam już tyle czasu na gotowanie i wymyślanie nowych potraw.. Teraz w tygodniu to co jem musi być proste do przyrządzenia i łatwe w transporcie. A najczęściej taka rzecz nie wygląda efektownie ;) Ostatnio moja mama mnie zaskakuje. Oczywiście cały czas prezentuje postawę „przeginasz już z tym jedzeniowym wydziwianiem” ale.. Oddaje się teraz nowemu hobby: wyszukiwaniu w sklepach różnych wegańskich dań, słodyczy, sosów, zupek itp. Zaopatrzyła mnie w ogromne ilości parówek sojowych, kostek tofu i.... totalnej nowości (w sensie, że dla mnie). Będąc w sklepie ze zdrową żywnością kupiła coś takiego:


Frykadelki z zielonego orkiszu z płatkami owsianymi. Powiem szczerze, że jak otworzyłam pudełko to mi lekko mina zrzedła.. Mieszanka wyglądała i pachniała jak żarcie dla rybek. Przepis jest prosty: proszek zalać 250 ml wody i poczekać 20 minut. Formować malutkie kotleciki i smażyć. Po zalaniu wodą masa wyglądała jeszcze gorzej- mniej więcej jak coś wydalonego przed chwilą przez noworodka. Przełom nastąpił po usmażeniu. Smak- rewela!! Coś jak delikatne placki ziemniaczane z grzybową nutą.. Pyszne jak nie wiem. Z opakowania wychodzi około 12 malutkich kotlecików (wielkości kopiatej łyżki stołowej), dla mnie to był obiad na wczoraj i dziś. Niestety cena jest bardzo wysoka- 15 zł za pudełko :(  Polecam jeść od razu po przygotowaniu bo na drugi dzień po odgrzaniu już wyczuwalna jest w nich wyraźna „trawiasta” nuta ale i tak z bułeczką i sojonezem były pyszne ;)  Tak wyglądały po usmażeniu i nocy w lodówce (świeżo usmażone są apetyczniejsze z wyglądu):



Nooo i muszę jeszcze pochwalić moją mamę ;) Wczoraj jak byłam w pracy to zrobiła wielki gar pysznej wegańskiej „mamałygi”, którą sama wymyśliła !!! Byłam z niej taka dumna jak mi powiedziała, że szok ;)  Naprawdę się wzruszyłam. Jedzonko było pyszne i naładowane warzywami: były ziemniaki, papryka, kukurydza, gorszek, pomidory, cukinia, cebula i pieczarki a to wszystko w sosie pomidorowym.. No niebo w gębie. I naprawdę było mi niesamowicie miło, że mama mimo, że uważa że wydziwiam spędziła w kuchni sporo czasu na przyrządzaniu tej potrawy. Mamy to są jednak najlepsze na świecie :) 
Aha i mam pytanie do ludzi, którzy zamawiali żółty ser wegański Tavenyr z Evergreenu... Czy ktoś pamięta jak wagowo były opisane te serki?? Czy mi się dobrze zdaje, że było na stronie napisane, że paczka waży 250 gramów?? 

2 komentarze:

  1. chyba trochę mniej - 180 g albo 200, ale głowy nie dam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie mamine gotowanie jest wstępem do przejścia rodzicielki na twoją dietę ;). Masz dobrze, bo w wielu wegetarian / wegan musi się użerać z rodzinką w kwestii żywieniowej. Ja akurat mam dobrze, tylko nie zlecam kupowania frykasów w sklepach ze zdrową żywnością bo można wydać kupę szmalu i nic konkretnego nie otrzymać.

    OdpowiedzUsuń