niedziela, 7 listopada 2010

Słaby, smutny dzień..

Ostatnio zainspirowała mnie  autorka bloga Śmierć Kanapkom. Przygotowała cudowne tortille, a że u mnie lodówce leżała paczka placków to postanowiłam zrobić sobie meksykański obiad ;) W międzyczasie przyszła paczka z Evergreenu z wegańskimi kebabami i serem żółtym. Idealny zestaw tortillowy !! Wczoraj po powrocie ze schroniska dla zwierząt zabrałam się do roboty. Tortille wyszły przerewelacyjne. U mojej mamy była akurat koleżanka, która jak zobaczyła cudowności jakie przyrządzam poprosiła o to samo :) Wegański kebab smakuje jak najprawdziwsze mięso. Moja mama była pewna, że żartuję mówiąc, że to soja. Ledwo zdążyłam zrobić zdjęcia bo nie mogłam powstrzymać się przed zjedzeniem jak najszybciej wszystkiego do ostatniego okruszka. Na zimny placek położyłam wegański żółty ser (niestety średnio się topi i zajmuje to mnóstwo czasu), placek podgrzałam i ułożyłam kolejno: sojonez, sałatę, posiekane pomidory, ogórek, oliwki, kukurydzę, kebab i znowu sojonez.




Po zawinięciu wyglądało to tak:


Założyłam na fejsbuku album ze zdjęciami mojego jedzenia i natychmiast po załadowaniu zdjęć tortilli pojawiło się kilka komentarzy od znajomych z pytaniem „to kiedy mogę wpaść??” Chcę, żeby moim znajomi, którzy na co dzień rzucają zgryźliwe komentarze na temat mojego jedzenia przekonali się, że wbrew pozorom nie jem grzanek z pomidorem na każdy posiłek tylko pyszne, zdrowe i kolorowe jedzenie :)  Jak na razie odzew jest bardzo pozytywny. I o to mi chodzi :)  
Jak już wcześniej wspomniałam byłam dziś w schronisku dla bezdomnych zwierząt. Jak tylko mam wolną chwilę to jadę tam i pomagam a rąk do pracy tam zawsze potrzeba. Mój ukochany pracuje tam normalnie, ja pomagam w ramach wolontariatu. Wizyty tam potrafią doszczętnie skopać resztki wiary w człowieka we mnie.. Jestem uodporniona, pracuję tam od prawie dwóch lat i niejedno już widziałam ale czasem człowiek ma gorsze dni, jest wrażliwszy. Dzisiaj miałam taki dzień. Wiadomo, że jest tam mnóstwo psiego smutku i cierpienia ale są też pozytywne chwile, jak psy idą do domu, jak za zwykłe przytulenie czy wytarmoszenie za uszy wylizują twarz jak szalone.. Widać czasem wdzięczność w ich oczach. Ale dziś już nie wytrzymałam jak przyszła rodzinka z informacją, że znaleźli 5 szczeniaków na ulicy, widocznie matkę samochód potrącił czy coś.. No to mówimy, żeby je przynieśli to obejrzymy. No to przynieśli. 5 odchowanych kundelków, pachnących szamponem z przystrzyżonymi pazurkami i łapkami, które były czyste jak łza. I dalej nas ładują, że znaleźli na ulicy, że godzinę prawie się za nimi uganiali.. Puściły mi nerwy wtedy.. Z kogo oni idiotów robią?? Za trudno sukę wysterylizować?? Albo podawać antykoncepcje?? Nie, po co?? Lepiej rozmnażać bezmyślnie a nadwyżkę władujemy do schroniska, niech oni się martwią. Niech maluchy mają od razu przegrany start, niech siedzą w schronisku z innymi psami. Bo za trudno dać ogłoszenie do gazety, internetu. Lepiej zrzucić obowiązek na kogoś innego. A że bez szczepień?? Schronisko załatwi. Szkoda, że nie wiedzą, że 80% szczeniaków bez szczepień nie przeżywa w schroniskach bo obniżona odporność, bo stres, bo zarazki mimo codziennego sprzątania, bo każdy pcha do nich ręce a wcześniej głaskał jakąś setkę innych schroniskowych psów.. Naprawdę nie mogłam pohamować łez jak szanowni państwo się zawinęli a szczeniaki zaczęły totalny lament jak tylko straciły opiekunów z oczu. Ale przecież one nie za nimi, przecież one z ulicy wzięte, my ich nie znamy.. Taka pusta wściekłość, ślepy żal do całego świata, do wszystkich tych ludzi, czemu tak bardzo mają w dupie to, że te istoty też potrafią kochać i przywiązać się. Że nie potrafią krzyczeć „czemu mnie zostawiasz, przecież Cię kochałem, co zrobiłem nie tak??” Świadomość tego, że to nigdy się nie zmieni strasznie mnie boli.. Nie rozumiem okrucieństwa, obojętności i obłudy jaka siedzi w ludziach. Naprawdę mam dziś zły dzień.. Nawet ciężko mi się o tym pisze bo zaraz mam łzy w oczach..


3 komentarze:

  1. Chciałam kiedyś pracować w schronisku, ale wiem, że nie dałabym rady. Po prostu psychicznie bym wysiadła. Mam ogromny problem z ludźmi i tym co robią zwierzętom, więc czasem specjalnie odsuwam od siebie te złe wiadomości. Inaczej bym się pocięła nie mogąc znieść parszywego gatunku ludzkiego. Na szczęście wiem, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którym los zwierzęt jest bliski. I oby było takich jak najwięcej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moniko czuję, że jesteś bardzo podobna do mnie :) Mi przez pierwsze dwa tygodnie wolontariatu było strasznie ciężko, każdego dnia wychodziłam z płaczem i miałam ochotę tłuc w ścianę, żeby jakoś zagłuszyć ten ból i wyładować wściekłość na cały świat.. Teraz jest lepiej, jak mam słabszy dzień powtarzam sobie jak mantrę, że musz wytrzymać, że pomagam tym zwierzakom.. I jakoś idzie..

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem to, doskonale. Ja kiedyś miałam wizję zakładania schronisk, ale czuję, że jestem za słaba na to psychicznie, bo wystarczy że obejrzę jedno drastyczne zdjęcie i już łzy, wkurw na ludzi i okropny dół. Troszkę się przymierzam, żeby zacząć od chodzenia na spacery z psiakami ze schroniska. Zobaczę. Na razie jedyne co robię w tym temacie to wsparcie finansowe, choć chciałabym dać coś więcej od siebie.

    OdpowiedzUsuń